Piątek, 18 sierpnia 2017

Podziel się:

Chore dzieci pilnie potrzebują pomocy!

2014-07-03 08:00:00 (ost. akt: 2014-07-03 09:47:41)

To spełnienie najczarniejszych snów: brakuje pieniędzy na rehabilitację dzieci. Część z nich nie będzie miała dostępu do specjalistów przez całe wakacje. Tym razem jednak problemu nie mogą rozwiązać ani politycy, ani urzędnicy. Ten problem zniknie, jeśli czytelnicy Gazety Olsztyńskiej wpłacą choćby drobne pieniądze na Fundację Przyszłość dla Dzieci.

Polub nas na Facebooku:
O Fundacji Przyszłość dla Dzieci słyszał niemal każdy. To organizacja, którą założył wydawca Gazety Olsztyńskiej po to, aby pomagać chorym, niepełnosprawnym lub potrzebującym kosztownego leczenia dzieciakom. Przez lata działalności fundacja zdobyła świetną markę i jest wiarygodną instytucją. Do tego stopnia spełnia marzenia rodziców o zdrowiu dzieci, że po pomoc zgłasza się ich coraz więcej.
— Aż stało się to, czego baliśmy się najbardziej. Brakuje nam pieniędzy. Pod koniec minionego roku i przez pierwsze półrocze roku bieżącego dostaliśmy mnóstwo nowych zgłoszeń od osób proszących o wsparcie. Mamy teraz tak dużo podopiecznych, że musieliśmy ograniczyć część świadczeń — przyznaje Iwona Żochowska, dyrektor zarządzający fundacji. Każdy nowy podopieczny to nowy dramat. Każda decyzja o wsparciu jednego dziecka oznacza, że dla kogoś innego zabraknie pieniędzy. Przedstawiciele fundacji dwoją się i troją, żeby samodzielnie pozyskiwać pieniądze od darczyńców, czy to osób prywatnych, czy też mniejszych lub większych firm.
— Nadszedł jednak dzień, kiedy trzeba było powiedzieć otwarcie: przez wakacje nie będziemy zwracać kosztów rehabilitacji kilkudziesięciorgu naszym dzieciom — mówi Żochowska.

W takiej sytuacji znalazł się czteroletni Szymon Szymański z Piecek. Od czasu, kiedy jest podopiecznym fundacji, mógł spokojnie dojeżdżać do Giżycka na rehabilitację.

— A teraz? To dla nas bardzo trudna sytuacja — przyznaje Judyta Szymańska, mama Szymona. Ten radosny czterolatek z zespołem Downa prawdopodobnie będzie musiał odpuścić sobie kontakt ze specjalistami przez najbliższe dwa miesiące.
— Musielibyśmy na własną rękę dojechać do Giżycka. To kilkadziesiąt kilometrów. Za paliwo musielibyśmy zapłacić jakieś 70, może nawet 80 zł na każdy wyjazd. A my nie mamy takich pieniędzy — przyznaje Szymańska. W rodzinie pracuje tylko mąż i utrzymuje troje dzieci. Pani Judyta z powodu choroby najmłodszego syna zrezygnowała z pracy.

— A ja naprawdę nie idę po pomoc z byle czym. Proszę o pomoc, bo sami sobie nie poradzimy. Sytuacja Fundacji Przyszłość dla dzieci odbija się także na naszym synku. Bardzo proszę wszystkich, którzy mogą fundację wesprzeć, aby to zrobili — dodaje pani Judyta.
Z kolei Joanna Majewska z Olsztyna, mama jedenastoletniego Konrada Przewoźniczuka, już wzięła w obroty swoich znajomych i nieznajomych.

— Nie mogę pozwolić na jakąkolwiek przerwę w rehabilitacji mojego dziecka. Na własną rękę szukam darczyńców i będę ich zachęcała do wsparcia fundacji. Mam już opracowaną strategię, mam wykaz firm, które są znane z życzliwości. Moje dziecko musi mieć szansę na zdrowe życie — podkreśla Majewska. Sytuacja jest poważna, bo chłopiec choruje na wrodzony brak odporności. Bez ciągłej terapii i rehabilitacji jego stan zdrowia może się pogarszać.


W pracy, w domu, na poczcie — gdziekolwiek można zrobić przelew. Choćby na drobną kwotę. Jeśli wpłat będzie dużo, poprawi się sytuacja dziesiątek dzieci, które są podopiecznymi Fundacji Przyszłość dla Dzieci. Pieniądze można wpłacać na konto: 58 1240 1590 1111 0000 1453 6887.
Polub nas na Facebooku: