Piątek, 23 czerwca 2017

Podziel się:

Blizny wciąż przypominają dramatyczne chwile

2014-11-05 15:05:34 (ost. akt: 2014-11-05 15:37:16)
Szymon Rutkowski

Szymon Rutkowski

Autor zdjęcia: archiwum prywatne

Dwuletni Szymon, podpopieczny Fundacji „Przyszłość dla Dzieci”, potrzebuje pomocy

Polub nas na Facebooku:
— Urodziłam zdrowe, szczęśliwe dziecko. Teraz codziennie walczymy o to, żeby znowu takie było — mówi Agnieszka Olchanowska, mama dwuletniego Szymka. Ciężko poparzony chłopiec potrzebuje naszej pomocy.

Głowa, twarz, szyja, ramiona, klatka piersiowa — głównie te części ciała Szymona Rutkowskiego trzeba ratować.
— W czajniku stała gorąca woda. Synek nadszedł i zrzucił na siebie ten czajnik — mówi, ciągle przez łzy, Agnieszka Olchanowska, mama chłopca. — To był sekunda...
Dorośli szybko rozebrali dziecko, zrobili mu prysznic. Zawinęli w koc i pojechali na pogotowie. W szpitalu w Suwałkach chłopiec miał przeszczepioną skórę na ramionach. Lekarz uznał, że to niezbędne.
— Przeszczep był tak zrobiony, że później nawet specjalista o pracy lekarza z Suwałk mówił z uznaniem — opowiada Olchanowska.
Dramat wydarzył się w kwietniu. Był to akurat Wielki Piątek, ale — jak mówi mama Szymona — wypadek nie miał żadnego związku z przygotowaniami do świąt. Od tego czasu aż do połowy października dziecko było w szpitalach.
Od trzech tygodni Szymon jest w domu w Gołdapi. Nieustannie rodzice smarują go specjalnymi maściami, jeżdżą na rehabilitację. Na głowie Szymek ma szpetną bliznę. Powinna się wchłonąć, ale, niestety, nic takiego się nie dzieje.
— Teraz czeka nas wizyta u specjalisty, który zajmuje się chirurgią plastyczną u dzieci. Bardzo liczymy na to, że pomoże naszemu synkowi. Teraz wiem, że już wcześniej powinniśmy szukać u niego ratunku, ale nie wiedzieliśmy o tym. Nikt nam nic nie podpowiedział, nikt nas nie pokierował — mówi mama chłopca.
W lipcu rodzice kupili Szymonowi specjalne ubranko dla ciężko poparzonych dzieci. Kosztowało kilkaset złotych. Wystarczyło na bardzo krótko, bo Szymek podrósł. Same maści przeciwko bliznom to co miesiąc 160 zł. Dojazdy do Łodzi, Gdańska, Suwałk czy Białegostoku też kosztują rodziców bardzo dużo. A to niezbędne, żeby dać chłopcu szansę i ratować jego zdrowie.
— Urodziłam zdrowe, szczęśliwe dziecko. Teraz codziennie walczymy o to, żeby znowu takie było — podkreśla Agnieszka Olchanowska.


W pracy, w domu, na poczcie. Wszędzie można zrobić przelew na konto Fundacji „Przyszłość dla Dzieci”, której podopiecznym jest Szymon Rutkowski. Choćby na drobną kwotę. Jeśli wpłat będzie dużo, poprawi się sytuacja wielu innych dzieci, które są podopiecznymi fundacji. Pieniądze można wpłacać na konto: 58 1240 1590 1111 0000 1453 6887.

Polub nas na Facebooku: