Czwartek, 21 września 2017

Podziel się:

Ubłagaliśmy lekarzy, żeby spróbowali

2015-02-20 10:12:56 (ost. akt: 2015-02-26 10:22:17)
Monika i Rafał Turowscy z synkiem Filipem


Monika i Rafał Turowscy z synkiem Filipem


Autor zdjęcia: Fot. Archiwum prywatne

Co najmniej tysiąc złotych rodzice Filipa Turowskiego muszą wydać co miesiąc na leki, lekarzy, badania i dojazdy do specjalistów.

Polub nas na Facebooku:
Drugie urodziny dopiero przed Filipem. A za nim już tyle wizyt u lekarzy, że rodzice nawet nie próbują ich liczyć. — Już w osiemnastym tygodniu ciąży lekarze stwierdzili, że nieprawidłowo funkcjonuje obieg wód płodowych. Pęcherz synka ciągle był napełniony. Jeden specjalista wprost zalecił usunięcie ciąży — opowiada Rafał Turowski, tata Filipa. Ale rodzice się nie poddali. Trafili do znanego profesora w Łodzi. Jeszcze w brzuchu mamy Filip przeszedł dziewięć zabiegów: lekarze wstawiali mu maleńkie rurki, które stabilizowały pracę nerek i pęcherza. Tym sposobem udało się utrzymać ciążę do siódmego miesiąca.

— Wtedy jeszcze myśleliśmy, że to prosta wada, która da się usunąć tuż po urodzeniu. Ale problem okazał się bardziej złożony, bo cewka moczowa Filipa w ogóle się nie wykształciła — mówi Rafał Turowski.

Infekcje czepiały się jedna po drugiej
Pierwsze cztery miesiące życia Filip spędził w szpitalu. Infekcje czepiały się go jedna po drugiej. Miał wtedy cewnik, rureczkę wystającą z brzucha. Był październik 2013 roku, kiedy po raz pierwszy Filip z rodzicami przyjechał do domu pod Ełkiem. Choroby jednak wracały, a i problem pęcherza był nierozwiązany. Turowscy trafili z dzieckiem do Centrum Zdrowia Dziecka. Tam lekarze chcieli chłopcu całkowicie usunąć pęcherz.

— To oznaczałoby worek stomijny do końca życia. Ubłagaliśmy lekarzy, żeby spróbowali innego rozwiązania. I zrobili przetokę pęcherzowo-skórną, przez którą wypływa mocz i przez którą dodatkowo cewnikowany jest permanentnie, co trzy godziny — mówi tata Filipa. Dziecko ciągle było pod kontrolą. Wyniki nie pozostawiły jednak złudzeń: przetoka nie odciążyła nerek, pęcherz nadal kwalifikuje się do usunięcia.
— Ciężko nam było opierać się tej diagnozie, ale zaczęliśmy drążyć temat i szukać innych rozwiązań. Pomagali nam znajomi i tym sposobem nawiązaliśmy kontakt między innymi z kliniką w Berlinie. Tamtejsi lekarze zapoznali się z wynikami i uznali, że z operacją, która jest ostatecznym wyjściem, można jeszcze się wstrzymać. Kiedy byliśmy w Niemczech na diagnostyce, Filip miał rok — dodaje Turowski. Lekarze w Niemczech znaleźli wyjście z sytuacji: augumentację, czyli — mówiąc w skrócie — powiększenie pęcherza kawałkiem jelita grubego.

Czekają na operację Filipa w Niemczech
— To też było rozwiązanie zastępcze, ale bardziej komfortowe dla dziecka. Dlatego zdecydowaliśmy się na leczenie w Niemczech. Dzięki znajomym i pomocy wielu ludzi zebraliśmy już potrzebne na operacje pieniądze. Kosztuje ona 25 tys. euro. Teraz czekamy na decyzję lekarzy, kiedy będzie najlepszy moment na wykonanie zabiegu — mówi pan Rafał.

Operacja to jednak nie wszystko. Filip musi przyjmować sterty leków, wykorzystuje mnóstwo pampersów, rodzice bardzo często muszą jeździć z nim do lekarzy. Do niektórych prywatnie, bo nefrologów i urologów dziecięcych jest niewielu i niełatwo się dostać.
— W naszej rodzinie pracuje tylko żona. Sam jestem na świadczeniu rehabilitacyjnym, niedawno miałem operowany kręgosłup. Chcę wrócić do pracy, jak tylko dzięki leczeniu i rehabilitacji będzie to możliwe. Filipowi znajdziemy opiekunkę. Mimo niepełnosprawności dziecka chcemy normalnie funkcjonować w społeczeństwie — podkreśla Rafał Turowski.

Przekaż jeden procent fundacji
Rodzice Filipa niedawno zgłosili się do Fundacji "Przyszłość dla Dzieci", założonej przez wydawcę "Gazety Olsztyńskiej". Potrzebują pomocy, bo każdego miesiąca muszą mieć zapewniony co najmniej tysiąc złotych na zaopatrzenie Filipa w leki i niezbędne rzeczy. Takich pieniędzy nie mają.

— Jeśli ktoś nie ma co zrobić ze swoim jednym procentem, niech przekaże go fundacji. To będzie bardzo duża pomoc — tata Filipa.
Także Iwona Żochowska, dyrektor zarządzający Fundacji "Przyszłość dla Dzieci", zachęca do przekazywania 1 proc. podatku. — Nawet jeśli od jednej osoby będzie to złotówka czy dwie, to pieniądze od tysięcy osób będą znaczące — podkreśla Żochowska.

Małgorzata Kundzicz

Jak przekazać jeden procent podatku?
W deklaracji podatkowej za 2014 r. należy wypełnić pole zatytułowane „Wniosek o przekazanie 1 proc. podatku należnego na rzecz organizacji pożytku publicznego OPP”, wpisując w nim numer KRS wybranej organizacji. Następnie w sąsiednim polu należy wpisać kwotę, jaką chcemy przekazać na OPP, zaokrąglając ją do pełnych dziesiątek groszy w dół. Najprostszym sposobem będzie jednak wysłanie zeznania rocznego przez internet za pośrednictwem strony Ministerstwa Finansów portalpodatkowy.mf.gov.pl (zakładka e-Deklaracje). Wtedy program sam obliczy 1 proc. podatku należnego, a numer KRS wybranej organizacji wybrać można z interaktywnej listy, która dostępna jest podczas wysyłania PIT.
Możemy określić dodatkowo tzw. „Cel szczegółowy”, czyli np. imiennie wskazać osobę, której chcemy pomóc przekazując 1 proc. Ponadto organizacja pożytku publicznego może dowiedzieć się, od kogo otrzymała pieniądze. Wystarczy, że w zeznaniu rocznym zaznaczymy pole „Wyrażam zgodę”, a nasze dane identyfikacyjne i rejestracyjne trafią do właściwej organizacji.


Podopiecznym Fundacji „Przyszłość dla Dzieci” można także pomóc, wpłacając pieniądze na konto: Bank Pekao S.A. I o w Olsztynie, 58 1240 1590 1111 0000 1453 6887. KRS fundacji niezbędny do przekazania jej 1 proc. swojego podatku to 0000148747.


Źródło: Gazeta Olsztyńska

Polub nas na Facebooku: