Sobota, 21 października 2017

Podziel się:

Nie zgodziłam się 
zostawić Mateusza

2015-03-13 08:38:25 (ost. akt: 2015-03-19 08:19:47)
Fot. archiwum Fundacji

Fot. archiwum Fundacji

Kiedy dziewięć lat temu urodził się Mateusz, pani Barbara musiała dokonać wyboru. — Mąż chciał, żebym zostawiła go w szpitalu. Nie zgodziłam się, więc on zostawił nas — mówi mama chłopca. Mateusz jest podopiecznym Fundacji „Przyszłość dla Dzieci”

Polub nas na Facebooku:
Barbara Ołtarzewska z Małkini ma świadomość, że gdyby nie jej starania, Mateusz prawdopodobnie już by nie żył. — Robię to, co muszę. Bez leczenia i tych wszystkich operacji mój synek nie miałby szans — mówi pani Barbara.
Zespół Crouzona to niezwykle rzadka choroba genetyczna, którą diagnozuje się raz na 250 tysięcy urodzeń. Dzieci dotknięte tą chorobą cierpią na poważne deformacje czaszki, co ma związek z przedwczesnym zrośnięciem szwów czaszkowych. Inne częste objawy choroby to m.in. nisko osadzone uszy, zez rozbieżny, nieprawidłowo ukształcona cała szczęka i zęby.

Mógł udusić się w nocy

Pierwsze dwa lata życia Mateuszek spędził praktycznie w szpitalu. Przeszedł kilkanaście operacji, głównie w okolicach twarzoczaszki, w tym kilka skomplikowanych zabiegów rekonstrukcyjnych. Został mu też usunięty fragment kości czaszki, żeby zrobić miejsce rosnącemu mózgowi. Przez pierwsze kilka lat jego życia miał zwężone przegrody nosowe. Mógł oddychać tylko przy otwartych ustach. — Każdej nocy musiałam siedzieć i pilnować, żeby podczas snu nie zamknął ust. Gdyby to zrobił, udusiłby się. Całe szczęście po operacji chociaż ten problem zniknął — opowiada pani Barbara.
Po każdej z operacji niezbędne jest stosowanie bardzo drogich leków. Chłopiec jest pod opieką kilku poradni specjalistycznych w Szpitalu Dziecięcym w Olsztynie. Cierpi na poważny niedosłuch i niebawem czeka go operacja prawego ucha. Ma też dużą skoliozę i grozi mu również operacja kręgosłupa. Jak mówi jego mama, Mateusz przechodzi średnio dwie operacje rocznie. — I tak będzie dalej. Przez chorobę nie rosną mu kości czaszki, co powoduje konieczność następnych operacji. Leczenie jest długofalowe — opowiada.

Ogromnym wsparciem jest Fundacja

Chłopiec jest w drugiej klasie podstawówki. Radzi sobie całkiem dobrze, jest kontaktowy i radosny. Niestety z powodu swojego wyglądu nie zawsze spotyka się z akceptacją otoczenia.
— Nie będę kolorować rzeczywistości. Prawda jest taka, że dzieci śmieją się z niego, bo jest inny. Nie rozumieją, że jest chory. Mateuszkowi jest przykro, często płacze — mówi pani Barbara.
Kobieta ze względu na syna nie może pracować. Częste wyjazdy do Olsztyna, operacje i rehabilitacje nie pozwalają jej na podjęcie stałej pracy.
Ma jeszcze dwie córki w wieku 11 i 19 lat. — Starsza studiuje w Warszawie inżynierię środowiska. Nie mam z nimi żadnych problemów i bardzo je kocham — podkreśla.
I właśnie dla nich kobieta stara się być dzielna. Mimo braku wsparcia ze strony ojca dzieci, który nie kontaktuje się z nimi, sama daje sobie radę. W obliczu ogromnych kosztów leczenia i dojazdów na leczenie i rehabilitację, ogromnym wsparciem jest dla niej Fundacja „Przyszłość dla Dzieci”, założona przez wydawcę "Gazety Olsztyńskiej".


Jak pomóc?
Chcesz pomóc w walce o zdrowie Mateusza i innych dzieci? Można to zrobić przekazując 1 procent podatku na „Fundację Przyszłość dla Dzieci”. Wystarczy w deklaracji podatkowej za 2014 r. wypełnić pole zatytułowane „Wniosek o przekazanie 1 proc. podatku należnego na rzecz organizacji pożytku publicznego OPP” i wpisać w nim numer KRS Fundacji „Przyszłość dla Dzieci”: 0000148747. Możesz też wpłacić pieniądze na konto: 58 1240 1590 1111 0000 1453 6887.


Nina Ramatowska

Źródło: Gazeta Olsztyńska

Polub nas na Facebooku: