Poniedziałek, 25 września 2017

Podziel się:

Dwa szczęścia pod szczególną opieką

2015-03-23 08:06:47 (ost. akt: 2015-03-30 10:49:25)
Fot. archwum fundacji   Andrzej i Grześ Woźnica

Fot. archwum fundacji Andrzej i Grześ Woźnica

Autor zdjęcia: Fot. archwum fundacji

Andrzej i Grześ Woźnica to półtoraroczne bliźnięta. Urodzili się 2,5 miesiąca za wcześnie. Grześ po urodzeniu ważyf zaledwie 700 g a jego brat 1500 g. Dziś walczą o lepsze jutro. Pomóżmy im w tym. Wesprzyjmy Fundację „Przyszłość dla Dzieci".

Polub nas na Facebooku:
To była ciąża zagrożona. Gdy w 30 tygodniu okazało się, że Grześ nie rośnie, lekarze podjęli decyzję o cesarskim cięciu. Podejrzewali, że będzie miał wiele wad genetycznych, że może umrzeć. Na szczęście stało się inaczej. Walczymy z chorobami, ale mój chłopczyk żyje — mówi Jolanta Stolarczyk, mama chłopców.

Od lekarzy do lekarzy

Po porodzie Andrzej spędził w szpitalu dwa miesiące, a Grześ — trzy. Obaj chłopcy mieli utrudniony start: wylewy dokomorowe, retinopatię, niewydolność oddechową, niedokrwistość, wzmożone napięcie mięśniowe czy asymetrię. Ich krótkie życie to walka o lepsze jutro. W każdym tygodniu przechodzą badania, odwiedzają specjalistów.
— Obąj chodzą do okulisty na kontrole po laserotera- pii. Do tego wizyty w poradni gastroenterologicznej. Grześ jest również pod opieką kardiologa, urologa i endokrynologa. We wrześniu, gdy skończy dwa latka, przejdzie badanie, które stwierdzi, czy powinien przyjąć hormon wzrostu. Ma też podejrzenie padaczki. Wkrótce przejdzie badanie EEG, które potwierdzi lub wykluczy tę diagnozę. Mam nadzieję, że to nie to — dodaje pani Jolanta. Grześ ma też zdeformowaną klatkę piersiową. Trzeba ją ćwiczyć, a najlepsza terapią jest pływanie. Andrzej natomiast ma problem z nerkami. Są na nich torbiele.
— Musimy też wykluczyć refluks przewodu moczowego. Syn ma także problemy z oddychaniem. Laryngolog twierdzi, że te zaburzenia związane są z przedwczesnym porodem, napięciem mięśni. Do tego wszystkiego dochodzą przeziębienia, grypy, anginy, zapalenia oskrzeli, bo chłopcy mąją obniżoną odporność — wylicza mama chłopców.

Dla nich żyję i walczę
Od stycznia maluchy biorą udział w ząjęciach wspoma-gąjących rozwój w poradni psychologiczno-pedagogicznej.
—Mąją zaburzenia integracji sensorycznej, obniżoną wrażliwość na bodźce. Do rączek biorą jedynie rzeczy z plastiku i drewna. Innych miękkich, szorstkich, z materiału nie dotykają. Mąją trudności z samodzielnym piciem, żuciem i przełykaniem pokarmów. Jedzą jedynie papki. A na ząjęciach poznają przedmioty i uczą się, do czego służą. Przed nami wiele pracy. Do wszystkiego dochodzą pomału. Mają zaległości względem rówieśników. Dopiero niedawno zaczęli chodzić. Andrzej lepiej sobie radzi, Grześ natomiast potrzebuje jeszcze wsparcia, asekuracji — opowiada kobieta.
Koszt miesięcznych wydatków to okoio 800-1000 zi. Pieniądze potrzebne są na leki, wizyty specjalistów, na rehabilitację.
— Zrezygnowałam z pracy, jestem na świadczeniach pielęgnacyjnych. Każde wyjście z maluchami z domu to nie lada wyprawa. Pomagają mi znajomi lub siostra, ale nie zawsze. Chłopców trzeba non stop pilnować. Sama się czasem sobie dziwię, że dąję radę, choć łatwo nie jest. Ale dla nich żyję i walczę, by mieli lepsze życie. To moje dwa wielkie szczęścia — kończy Jolanta Stolarczyk


Monika Nowakowska

Źródło: "Nasz Olsztyniak"

Fot. archwum fundacji Andrzej i Grześ Woźnica
Pomóż, to proste
Każdy z nas może pomóc Andrzejowi i Grzesiowi Woźnicom lub innym podopiecznym Fundacji „Przyszłość dla Dzieci”. Wystarczy przy składaniu rocznego rozliczenia podatkowego wskazać Fundację, jako instytucję, której chcemy przekazać 1% naszego podatku. Okażmy serce! Razem możemy więcej!
Te dzieci na nas liczą!
Polub nas na Facebooku: