Piątek, 24 listopada 2017

Podziel się:

Wiktoria nadrabia zaległości

2015-10-09 09:49:10 (ost. akt: 2015-10-23 12:17:06)
Wiktoria Ciborowska z mamą. Dziewczynka ma dziewięć lat. Chodzi do trzeciej klasy szkoły podstawowej

Wiktoria Ciborowska z mamą. Dziewczynka ma dziewięć lat. Chodzi do trzeciej klasy szkoły podstawowej

Autor zdjęcia: Fot. Archiwum

Efekty rehabilitacji widać zwykle dopiero po latach. Niemówiące dzieci zaczynają mówić, ruszać rękami czy nogami. Niedawno obchodziliśmy Międzynarodowy Dzień Mózgowego Porażenia Dziecięcego.

Polub nas na Facebooku:
Podopiecznymi Fundacji „Przyszłość dla Dzieci” są m.in. dzieci z mózgowym porażeniem dziecięcym. Rafał Kłosowski to pozytywny przykład tego, że mimo mózgowego porażenia dziecięcego można uczyć się, pracować, mieć hobby i zainteresowania.

— Teraz mogę to powiedzieć, ale, aby dojść do momentu, w którym jesteśmy, ciężko pracowała cała rodzina. Z Rafałem na czele — podkreśla Sabina Kłosowska, mama chłopca. Rafał ma teraz siedemnaście lat. Chodzi do drugiej klasy technikum. Uczy się w klasie o specjalności cyfrowych procesów graficznych. Pracuje przy komputerze i świetnie sobie z tym radzi. Do tego stopnia, że z tym zajęciem wiąże swoją przyszłość. Na niektóre lekcje jeździ do szkoły, na inne nauczyciele przychodzą do domu.

O tym, że niełatwo jest połączyć rehabilitację, leczenie i częste pobyty w szpitalu z nauką doskonale wiedzą rodzice chłopaka. Im udało się jednak tak wszystko zorganizować, że Rafał ma jeszcze czas na oddawanie się swojej pasji, czyli szachom. Jak równy z równym uczestniczy w turniejach ze zdrowymi rówieśnikami.

— Dużo osiągnęliśmy, ale to było możliwe tylko codziennej pracy przez te wszystkie lata. Mózgowe porażenie dziecięce jest nie do wyleczenia. Jednym z podstawowych zadań dla rodziców to zaakceptować tę sytuację, w jakiej się znaleźli — mówi Kłosowska. — Trzeba dostosować się do dziecka, a nie dostosowywać dziecko do siebie. Z tą rzeczywistością nie można walczyć.
Chyba że za walkę uznać rehabilitację. Rodzice dzieci z MPD przyznają, że dużą pomoc mają od Fundacji „Przyszłość dla Dzieci”.

— Jestem pewna, że bez tej pomocy Rafał nie doszedłby do tej formy, w jakiej jest. Gdybyśmy mieli korzystać tylko z ćwiczeń finansowanych przez Narodowy Fundusz Zdrowia, byłoby z nim dużo gorzej — uważa pani Sabina. Rafał jest rehabilitowany przez całe swoje życie, od momentu, kiedy przyszedł na świat. Niektóre ćwiczenia odbywają się w domu, na inne dojeżdża. Za nim trudny rok, bo musiał przejść dwie operacje chirurgiczne. Ale i z tym sobie poradził: w szkole nie ma poważnych zaległości.

Pani Sabina często spotyka się z rodzicami, którzy dopiero dowiadują się, że ich dzieci też mają MPD. Próbuje zachęcać do wiary w siebie i dziecko. Opowiada o przykładzie Rafała i własnej rodziny. Jej syn ma świetne kontakty z rówieśnikami, a rodzina stara się w nim widzieć normalnego nastolatka. Z tą różnicą, że porusza się na wózku.

— Właśnie sobie uświadomiłam, że przedstawiam nasze życie w różowych barwach. A przecież nie zawsze tak było — przyznaje Sabina Kłosowska. Trudno było znaleźć choćby odpowiedzi na niektóre pytania Rafała. Jakie takie: kiedy w końcu będę mógł biegać za piłką, kiedy będę mógł chodzić, kiedy nie będę musiał jeździć na wózku? Zarówno Rafał, jak i jego rodzice korzystają ze spotkań dla tych, którzy są w podobnej sytuacji. Te spotkania pomagają. Każda rodzina ma własne doświadczenia.

Wszystko to pomogło pani Sabinie dojść do bardzo ważnego wniosku.
— Lepiej jest cieszyć się z tego, co jeszcze można zrobić, niż nie robić nic — podkreśla. To jej przesłanie zwłaszcza dla tych rodziców, którym właśnie świat się zawalił, bo usłyszeli diagnozę. A to — jak zgodnie mówią rodzice, którzy za sobą mają już lata doświadczeń — tylko wydaje się końcem świata.

— Zawsze warto jest wspierać się wzajemnie. To co, że dziecko porusza się na wózku? Przecież najważniejsze, żeby było szczęśliwe. Rafał ma swoje obowiązki, nie traktujemy go specjalnie ulgowo. Ma nadzieję, że będzie mógł w przyszłości pracować przy komputerze. Wie, że nie będzie chodził. Ale jest szczęśliwy — dodaje Kłosowska.

Wiktoria Ciborowska ma dziewięć lat. Jest uczennicą trzeciej klasy szkoły podstawowej. Kiedy się urodziła, było podejrzenie napięcia mięśniowego. Miała trzy latka, kiedy ostatecznie lekarze postawili diagnozę: mózgowe porażenie dziecięce.

— Rehabilitowaliśmy ją regularnie i były widoczne postępy. Już mówiła, ale przestała. Wszystko dlatego, że Wiktoria często choruje — opowiada Iwona Kowalewska, mama dziewczynki. To właśnie przykład na to, jak ważny jest dostęp do rehabilitacji. Wystarczy przerwa, aby sytuacja pogorszyła się. Rodzice Wiktorii wierzą jednak, że uda się nadrobić czas.

— Wiktoria radzi sobie z rysowaniem, chociaż to nie są takie rysunki, jakie wykonują zdrowi rówieśnicy. W szkole ma bardzo dobry kontakt z koleżankami. Kiedy któraś jest chora i zostaje w domu, reszta się o nią martwi — mówi Iwona Kowalewska. Bolączką są częste infekcje. Organizm dziewczynki jest podatny na wirusy. Tak jak teraz. Z powodu choroby musi siedzieć w domu. Gorzej jednak, kiedy nasilają się ataki padaczki. Wtedy konieczny jest pobyt w szpitalu.

Wiktoria Ciborowska ma młodszego brata Artura. Artur ma dopiero dwa lata, ale już pomaga w opiece nad siostrą. Jak trzeba, to podniesie kredkę, która wypadła jej z ręki. Przynosi kubek z piciem czy zabawki. Albo po prostu kładzie się obok niej i razem odpoczywają.

Także Wiktoria ma dodatkową rehabilitację dzięki Fundacji „Przyszłość dla Dzieci”.
— Fundacja pomaga nam też kupować niezbędny sprzęt. Dzięki pieniądzom z fundacji Wiktoria może też wyjeżdżać na turnusy rehabilitacyjne — dodaje Iwona Kowalewska.

— Z roku na rok potrzebujących przybywa — mówi Iwona Żochowska-Jabłońska, dyrektor zarządzający fundacji. — Co miesiąc wpływa do nas kilkanaście nowych próśb od rodziców chorych dzieci. Dlatego ważne jest, aby pomagać fundacji nie tylko przy okazji rozliczania podatków. Przez cały rok zapraszamy wolontariuszy, namawiamy do zbierania plastikowych nakrętek i udziału w naszych akcjach. Proszę też o wpłaty na konto Fundacji „Przyszłość dla Dzieci". Nasz numer konta to 58 1240 1590 1111 0000 1453 6887. Pieniądze są potrzebne po to, abyśmy mogli nadal skutecznie pomagać.

Małgorzata Kundzicz

Źródło: Gazeta Olsztyńska

Polub nas na Facebooku: