Sobota, 24 czerwca 2017

Podziel się:

Kiedy po chemii zamykam oczy, widzę, że znów stoję na bramce

2016-03-25 09:21:42 (ost. akt: 2016-03-30 08:29:19)
Marzena i Grzegorz Jackowscy z Krystianem. — Chciałbym być piłkarzem, ale przez tę chorobę mam rok do tyłu — mówi Krystian

Marzena i Grzegorz Jackowscy z Krystianem. — Chciałbym być piłkarzem, ale przez tę chorobę mam rok do tyłu — mówi Krystian

Autor zdjęcia: Fot. Beata Szymańska

Krystian ma 15 lat i jest w trakcie chemioterapii. Kiedy usłyszał, że ma białaczkę, nie chciał w to uwierzyć. Jak to ma być w szpitalu? Przecież jeszcze wczoraj miał trening na boisku. Rodzice chłopca nie wybiegają w przyszłość.

Polub nas na Facebooku:
Krystian nad łóżkiem przykleił plakaty. Fabiański, Lewandowski, Krychowiak i Szczęsny uśmiechają się do niego. Rozmowa o piłce nożnej sprawia, że twarz Krystiana się rozjaśnia i nabiera rumieńców. I okazuje się, że Lewandowski i reszta to pikuś przy bramkarzu Manchester City. Krystian chciałby być taki jak Joe Hart. On też stał jeszcze niedawno na bramce. Krystian zaczyna się uśmiechać. Pluszowe serduszko? To od mamy na walentynki. Jest jeszcze kilka świętych obrazków na ścianie.

Szpital dziecięcy w Olsztynie jest teraz domem Krystiana Jackowskiego. Jego mama Marzena Jackowska mówi, że na zawsze zapamięta dzień 10 lutego. Wtedy usłyszała, że jej piętnastoletni syn choruje na ostrą białaczkę limfoblastyczną. — Czy zadaję sobie pytanie: dlaczego? — zastanawia się — Tak. Dlaczego akurat nasz syn musi tak cierpieć? Są chwile załamania i zwątpienia, ale musimy być silni. Tylko w domu nie mogę sobie znaleźć miejsca.
Tata Krystiana Grzegorz Jackowski wspomina, że najpierw były wzajemne pretensje. — Obwinialiśmy się, przez kogo syn mógł zachorować. Bo lekarz zasugerował, że choroba może być genetyczna. Więc ja mówię do żony: sprawdzaj u siebie w rodzinie, bo u mnie nikt raka nie miał. I tak przez pewien czas kłóciliśmy się. A potem stwierdziliśmy, że to nic nie pomoże. Teraz najważniejszy jest syn — opowiada pan Grzegorz.

Krystian nie dowiedział się od razu. Jak powiedzieć gimnazjaliście, że ma nowotwór krwi? Że od dzisiaj każdy jego dzień będzie wyglądał tak samo? Poranna toaleta, obchód lekarski, badania. Przetaczanie krwi, jeśli są złe wyniki. Rehabilitacja. Chemia. Morfina.

Jeszcze dwa miesiące temu było zupełnie inaczej. Gimnazjum na Pieczewie, a po szkole treningi. Wyjścia z kumplami. Kopanie piłki i stanie na bramce. Teraz zostały tylko gry komputerowe. Palce Krystiana pośpiesznie wędrują po klawiaturze. Laptop w chorobie jest jego łącznikiem ze światem. Pogra z kolegami. Ktoś do niego napisze na portalu społecznościowym. Da się przetrwać kolejny szpitalny dzień.

Chłopiec w szpitalu codziennie ma lekcje. Nie jest tak, jak w gimnazjum, że ktoś powie coś zabawnego i klasa wybuchnie śmiechem. Krystian ma lekcje indywidualne z programu drugiej klasy gimnazjum. Przychodzą do niego nauczyciele, siadają przy szpitalnym łóżku i tłumaczą. Krystian zastanawia się, jaki jest jego ulubiony przedmiot. Wychodzi na to, że matematyka i historia, ale... — Z tą matematyką to tak bez przesady — uśmiecha się porozumiewawczo.
Krystian odlicza dni i tygodnie. Jeszcze trochę. Jeszcze moment i usiądzie. — Syn ma patologiczne złamanie kręgosłupa. Białaczka tak go osłabiła. Kręgosłup pękł po pierwszej chemii — tłumaczy tata chłopca.

Pana Grzegorza przechodzą dreszcze na samo wspomnienie tego momentu, kiedy kręgosłup jego syna nie wytrzymał chemii. — Krystian po prostu wył z bólu. Tylko morfina była w stanie pomóc— mówi cicho.
Więc Krystian leży. Lekarz kazał mu pozostać w tej pozycji 8 tygodni. — Teraz już mnie nie boli— uśmiecha się. — Ale już chciałbym zjeść na siedząco.
Lubi, kiedy mama przyniesie mu parówki i pomidora. Zje też spaghetti przyrządzone przez starszą siostrę Angelikę. Ale nie może zjeść wszystkiego, co chciałby, bo ma dietę wątrobową. — Dobrze, że już nie muszę brać sterydów — cieszy się. — Teraz mam samą chemię. Wcześniej co rano łykałem po siedem tabletek.

Chemię chłopiec dostaje dożylnie. Mama Krystiana opowiada, że syn najczęściej po niej zasypia. Całe szczęście, znosi ją dość dobrze. — Po chemii zawsze u niego zostaję na noc w szpitalu. Tak jest bezpieczniej — podkreśla.
To już druga chemia Krystiana. Powinien dostać ją już dawno, ale wyniki były złe. I najpierw trzeba było przetoczyć krew.

Przy Krystianie zawsze ktoś musi być. — Żona całymi dniami siedzi przy nim, a ja tylko jak mam wolny dzień. Pracuję po 12 godzin jako ochroniarz, więc nie jest łatwo — mówi pan Grzegorz. — Jeśli my nie możemy, dyżuruje przy nim córka. Dobrze, jeśli ktoś ma go ciągle na oku.

Angelika mówi, że z Krystianem kłócą się jak każde rodzeństwo. Jest między nimi siedem lat różnicy, więc nie jest łatwo się dogadać. Ale... — Jestem przy nim, kiedy tylko mogę — mówi. I dodaje: — Wiadomo, że on jest w takim wieku, że teraz dla niego najważniejsi są koledzy.

Tata chłopca wspomina, że kiedy syn usłyszał diagnozę, nie chciał w nią uwierzyć. — Ja musiałem mu powiedzieć, bo żona nie miała odwagi — przyznaje. — W końcu przyjął do wiadomości, że jest chory, że musi być w szpitalu. Żona i lekarze wytłumaczyli mu, że białaczka to choroba krwi i że ją się leczy.

Kto by pomyślał, że to będzie białaczka? Krystiana tylko bolały plecy. — Nie mogłem się schylić, ale nikomu o tym nie mówiłem — wspomina. — Ale w końcu powiedziałem o tym mamie. Prześwietlenie wykazało skoliozę. Musiałem wrócić z ferii, tak mnie plecy bolały! Pani doktor podejrzewała rwę kulszową i skierowała mnie do szpitala. A potem odkryli komórki nowotworowe.
Tata chłopca zapamiętał to tak: — Były ferie. Krystian był u teściów pod Szczytnem. Pod koniec ferii mieliśmy wesele. I on do mnie mówi: Tato, ja chcę wrócić, bo mnie tak strasznie plecy bolą. I potem wszystko potoczyło się błyskawicznie. Padła ta najgorsza diagnoza. Teraz, jak Krystian ma złamany kręgosłup, to tylko może leżeć. On by już tak chciał wstać. A ja mu tłumaczę: to dla twojego dobra, synku.

Nie ma najmniejszych szans, żeby chłopiec na święta wyszedł do domu. — Nie dostaniemy przepustki, niestety — mówi smutno pani Marzena.
Pan Grzegorz przyznaje, że Krystian czasami się złości. — Ma lepsze i gorsze dni — opowiada. — On się nie przyzna, ale tak chyba odreagowuje tę chorobę.
A pani Marzena dodaje, że jak syn ma problem, to zamyka oczy i idzie spać.
O czym wtedy myśli? — Chciałbym być piłkarzem — marzy. — Ale przez tę chorobę mam rok do tyłu.

Krystian w klubie grał prawie trzy lata. Ale piłka była w jego życiu w zasadzie od zawsze. — Nie wiem, skąd to zainteresowanie. U mnie w rodzinie nikt za piłką nie przepada —uśmiecha się.
Pani Marzena przyznaje, że dużym wsparciem są dla niej rodzice innych chorych dzieci. — Oni potrafią pocieszyć. Pytają o Krystiana — tłumaczy.
I dodaje, że jest bliska z pogodzeniem się, że tak po prostu musiało być. — Musimy być silni dla Krystiana. Musimy wierzyć, że wszystko będzie dobrze — mówi.

Szymon, kolega z klasy, do Krystiana dzwoni codziennie i odwiedza, kiedy tylko może. I kiedy nie ma zakazu odwiedzin. Tata Krystiana tłumaczy, że przy białaczce odporność jest mocno obniżona i syn łapie wszelkie infekcje. Dlatego, żeby do niego przyjść, trzeba być całkowicie zdrowym. Więc kiedy Szymon jest zdrowy, odwiedza kolegę w szpitalu. Opowiada, co słychać w szkole. Co wydarzyło się zabawnego na lekcji.

Zakolegowali się w pierwszej klasie gimnazjum i teraz są najlepszymi przyjaciółmi. — Najfajniejsze w Krystianie jest to, że jest taki zabawny — mówi Szymon. I dodaje: — Ale choroba go zmieniła. Teraz częściej bywa smutny.

Czasami mówi, że go bolało.Mówi, że w klasie o Krystiana pytają codziennie. — A szczególnie taka jedna koleżanka. Chyba się w nim zakochała — uśmiecha się Szymon. Pan Grzegorz mówi, że żyje dniem dzisiejszym. — Nie wybiegamy dalej niż do jutra — kwituje.
Aleksandra Tchórzewska


Krystian jest jednym z podopiecznych Fundacji „Przyszłość dla Dzieci”, założonej przez wydawcę „Gazety Olsztyńskiej”. Jemu i pozostałym podopiecznym można pomóc, przekazując swój 1% podatku.
Jeden procent podatku można przekazać, wpisując numer KRS 0000148747 w zeznaniu podatkowym. Oprócz tego można także już dziś dokonać wpłaty na na konto fundacji: 58 1240 1590 1111 0000 1453 6887.



Źródło: Gazeta Olsztyńska

Polub nas na Facebooku: