Wtorek, 19 września 2017

Podziel się:

Jeden procent nadziei to dużo

2016-04-13 10:59:21 (ost. akt: 2016-04-19 09:59:14)
Wiktor ma 18 miesięcy i dwie bardzo poważne operacje za sobą, a jeszcze kilka przed sobą. Na zdjęciu z mamą Elżbietą.

Wiktor ma 18 miesięcy i dwie bardzo poważne operacje za sobą, a jeszcze kilka przed sobą. Na zdjęciu z mamą Elżbietą.

Autor zdjęcia: Grzegorz Czykwin

Zostały niecałe 3 tygodnie, żeby rozliczyć się z fiskusem. Ci, którzy jeszcze tego nie zrobili, wciąż mogą pomóc potrzebującym dzieciom. Wystarczy, że przekażą swój 1 proc. na rzecz podopiecznych Fundacji „Przyszłość dla Dzieci”.

Polub nas na Facebooku:
Wiktor Kuźniewski, podopieczny Fundacji „Przyszłość dla Dzieci”, ma zaledwie 18 miesięcy, a za sobą już dwie poważne operacje serca. Pierwszą z nich lekarze przeprowadzili po 17 dniach od narodzin Wiktora. Drugą w marcu tego roku. Chłopiec powoli dochodzi do siebie po ostatnim zabiegu. Niestety czeka go jeszcze kilka takich operacji.

— Wiktor urodził się z wrodzoną wadą serca. Ma zrośnięty wspólny pień tętniczy. Poza tym ma ubytek międzykomorowy i ubytek przegrody międzyprzedsionkowej. Te wady wymagają operacji, ale nie da się ich wyleczyć za pomocą jednego zabiegu. Kolejne operacje będą przeprowadzane wraz z rozwojem serca. Ostatnia z nich prawdopodobnie dopiero, kiedy Wiktor skończy 30 lat — mówi pani Elżbieta, mama Wiktora, która bardzo przeżywa operacje, przez które musi przechodzić jej syn. Bo wtedy zawsze towarzyszy jej strach o życie syna.

— Po porodzie zgłosiłam od razu, że według mnie stan Wiktora nie jest dobry. Miał sine rączki, źle oddychał i nie mógł jeść — wspomina. — Po dwóch dniach już byliśmy wypisywani ze szpitala, jednak jego stan ciągle był niepokojący. Pamiętam, jak przy wypisie pielęgniarka zbladła i szybko zabrała Wiktora na badania. Po dwóch godzinach dowiedzieliśmy się, że musimy jak najszybciej znaleźć się w szpitalu, w którym przeprowadzą operację, bo inaczej nasz syn nie przeżyje. Zaczęła się walka z czasem.

Pierwsze szpitale w Warszawie i Krakowie, które mogły wykonać skomplikowaną operację, odmówiły jej przeprowadzenia. Dopiero po 15 dniach gotowość do przeprowadzenia zabiegu zgłosiło Centrum Zdrowia Dziecka w Łodzi. — Dwa, trzy dni dłużej i nasz syn by nie przeżył. Do Łodzi jechał karetką na sygnale, a my za nim w samochodzie z nadzieją i wielkim strachem — opowiada pani Elżbieta. — Na szczęście operacja została dobrze przeprowadzona i mogliśmy rozpocząć dalszą walkę o jego zdrowie.

W Centrum Zdrowia Dziecka w Łodzi został przeprowadzony też drugi zabieg. — Mamy tam pana profesora, który zajmuje się Wiktorem od początku. Ufamy mu. Teraz Wiktor dochodzi do siebie. Jest coraz lepiej. Tuż po operacji przestał mówić, a wcześniej próbował mówić dużo, jak to dzieci w jego wieku. Poza tym kiedy chodził, chwiał się. Teraz już dosłownie lata po domu i znów zaczął nas zagadywać — cieszy pani Elżbieta.

Do poprawiającego się stanu syna podchodzi jednak z wielkim dystansem. — Cały czas uważnie obserwujemy Wiktora. Pierwsze, co rzuca się w oczy, to zsinienie wokół ust, charakterystyczne dla jego wady serca. Ale jest dobrze, dopóki może on się bawić i czuć w miarę dobrze. Szybko łapie zadyszkę, męczy się. Jesteśmy cały czas czujni — relacjonuje mama chłopca.

Choć operacje Wiktora są opłacane przez NFZ, to jego rodzice i tak ponoszą spore koszty związane z wyjazdami do innego miasta. — Musimy być blisko synka, a nigdy nie wiadomo, czy w Łodzi zostaniemy kilka czy kilkanaście dni — wyjaśnia pani Elżbieta. — Ale żaden rodzic nie chce być daleko, kiedy jego dziecko walczy o życie .

Na szczęście Wiktor jako podopieczny Fundacji „Przyszłość dla Dzieci” może liczyć na wsparcie wszystkich, którzy pomagają chorym dzieciom. Pod opieką fundacji znajduje się 300 dzieci, które wymagają nieustannej rehabilitacji i leczenia. Można im pomóc, przekazując jeden procent podatku. Wystarczy wpisać w zeznaniu numer KRS 0000148747. Oprócz tego można dokonać wpłaty na konto fundacji: 58 1240 1590 1111 0000 1453 6887.

— Zostało już niewiele czasu, żeby rozliczyć się z fiskusem. W pośpiechu nie zapomnijmy o najważniejszym: potrzebujących dzieciach z Warmii i Mazur — apeluje Iwona Żochowska-Jabłońska, dyrektor zarządzający fundacji.

Ewelina Zdancewicz-Pękala
Polub nas na Facebooku: