Niedziela, 23 kwietnia 2017

Podziel się:

No nareszcie ktoś zauważył, że my, ojcowie, także jesteśmy z dziećmi!

2016-05-06 09:11:26 (ost. akt: 2016-05-06 11:35:52)
Piotr Kostrzewski: Nie wyobrażam sobie, że mógłbym  zostawić dziecko

Piotr Kostrzewski: Nie wyobrażam sobie, że mógłbym zostawić dziecko

Autor zdjęcia: Kamil Foryś

Nawet przez głowę nie przemknęła im myśl, żeby zostawić rodzinę z powodu ciężko chorego dziecka. Są niestety w mniejszości. Oto historie ojców, którzy nie trzasnęli drzwiami na wieść, że ich dziecko pewnie nigdy nie będzie zdrowe.

Polub nas na Facebooku:
Piotr Dargiewicz, tata prawie dwuletniego Fabiana, usłyszał od kilku mam niepełnosprawnych dzieci sporo dobrych słów. Historie życia tych kobiet nie zawsze kończyły się dobrze, czasem wręcz tragicznie. Niektóre z ich dzieci walczyły z takimi potworami w środku, że nie udało się ich pokonać. Tym ważniejsze były dla niego słowa tych matek. Mówiły, że chciałyby, aby każde dziecko miało takiego ojca jak Fabian.

— Fabiś nie chodzi, nie mówi, nie siedzi. Ma SMA. To wczesnordzeniowy zanik mięśni — mówi Piotr Dargiewicz. To choroba nieuleczalna. Lekarze z kliniki Gemelli we Włoszech szukają na nią lekarstwa. Rodzice Fabiana marzą, aby ich synek został zakwalifikowany na badania kliniczne.

— Minął już rok walki o jego zdrowie i życie i ani razu nawet mi przez głowę nie przeszła myśl, żeby pozbyć się problemu, opuszczając rodzinę. Wylosowaliśmy w życiu to, co wylosowaliśmy, pogodziliśmy się z tym i walczymy. Nie poddajemy się. Przecież megatragedia powinna jeszcze bardziej wiązać rodzinę, a nie ją rozdzielać — mówi tata Fabisia.

O tych, którzy podjęli decyzję o porzuceniu matek z niepełnosprawnymi dziećmi, mówi, nie przebierając w słowach. — To najgorszy sort. Chyba nawet w świecie zwierząt takie zachowania się nie zdarzają. Jeśli ktoś jest odpowiedzialnym, dorosłym człowiekiem, to naturalne jest to, że opiekuje się swoim dzieckiem — uważa.

Mówiąc o tym, denerwuje się. Przyznaje, że na myśl przychodzą mu takie słowa, których nie sposób zacytować. — Bo jak inni mężczyźni nie mogą tego zrozumieć? Może są słabsi, a może to kwestia wychowania, może nie wytrzymują psychicznie, a może to z wygody? — zastanawia się.

Ale na co dzień ten temat dla niego nie istnieje. Jako przedstawiciel handlowy Piotr ma nienormowany czas pracy. Jeździ więc razem ze swoją partnerką, mamą Fabiana, do rzymskiego szpitala na kolejne badania. Kiedy są w Olsztynie, stara się tak ułożyć grafik, żeby jak najbardziej ją odciążyć. Rano jeździ z synkiem na rehabilitację. Pampersy, karmienie, higiena, spacery, ćwiczenia — to wszystko ma doskonale opracowane. Codziennie uczestniczy w kąpielach, bo ze względu na wiotkość trzeba na dziecko zwrócić szczególną uwagę. Syn do tego stopnia przyzwyczaił się do taty, że kiedy go nie ma w domu, mamie trudno go nakarmić.

— Wiem, że jestem wśród tych dziwadeł. Znam dużo przykładów, gdzie kobiety muszą radzić sobie same. Jak tak można: trzasnąć drzwiami i wyjść? — pyta, nie oczekując odpowiedzi.

Kompletnie nie rozumie tego także Piotr Kostrzewski, tata ośmioletniej Wiktorii. Dziewczynka urodziła się z mózgowym porażeniem dziecięcym i zaćmą. Dziecko miało już cztery razy operowane oczy. Miało usunięte soczewki, a później wszczepione soczewki sztuczne. Siedzi w foteliku albo ogląda świat na rękach mamy lub taty.
— Nie wyobrażam sobie, żebym mógł ją zostawić. Nawet nie chcę znać takich ojców, którzy porzucili chore dzieci — mówi Piotr Kostrzewski. Nie rozważał innej możliwości także wtedy, kiedy diagnoza była już jasna i nadzieje na zdrowie dziecka się rozpłynęły. — Tak zostałem wychowany — mówi. — A może to zależy od charakteru? —zastanawia się.
Razem z żoną Małgorzatą opracowali system, który u nich w domu się sprawdza. Opiekują się Wiktorią na zmianę: dobę ona, dobę on. Łącznie z nocnym wstawaniem, karmieniem, spacerami, atrakcjami, lekarzami. Chyba że Piotr jest w pracy, a pracuje jako kierowca. Ale jeździ po województwie, więc po południu codziennie jest w domu.

— Wszystko można pogodzić, trzeba tylko chcieć. Bo kto ma dziecku zapewnić opiekę jak nie rodzice? Może to zależy od tego, jak kto ma poukładane w głowie, jakim jest człowiekiem? Jeśli ktoś ma poczucie obowiązku, czuje miłość do dziecka i jest emocjonalnie zaangażowany w jego życie, to da sobie radę. Ważne jest też nie tylko, żeby po prostu być. Ważne jest, żeby dziecko z ojcem dobrze się czuło — podkreśla Kostrzewski.

Wojciech Szlasa, tata ośmioletniego Jasia (niewydolność nerek, skrzywiony kręgosłup i bardzo duża wada wzroku, ale to i tak nie wszystkie z jego schorzeń. Jaś jest po przeszczepie nerek), o zachowaniu tych ojców, którzy uciekają, mówi: dziwne i nie do pomyślenia.

— My stopniowo dowiadywaliśmy się o kolejnych chorobach synka. Nawet przez chwilę nie wchodziło w grę, żebym odszedł od rodziny. Przecież tak samo jestem rodzicem Jasia jak jego mama. Chore dziecko to nie jest żadna przeszkoda w byciu rodziną. Mogę się tylko domyślać, że ci ojcowie, którzy odchodzą, chcą uciec od problemu i ułożyć sobie życie od nowa, może z kolejnym, zdrowym dzieckiem. No, ale jak tak można? — pyta Wojciech Szlasa. Nawet młody wiek ojca nie jest według niego żadnym wytłumaczeniem. On sam miał niewiele ponad 20 lat, kiedy został tatą. A jednak podołał.

Piotr Dargiewicz pamięta, jak z partnerką zastanawiali się: dlaczego ta choroba dopadła akurat naszego synka? Okazało się, że wadliwe geny mogą przetrwać i dziesięć pokoleń, aż w końcu ujawnić się na nowo. Tak stało się właśnie u nich. Szybko jednak otrząsnęli się i teraz chcą być dla niego najlepszymi rodzicami na świecie. A Piotr Kostrzewski, tata Wiktorii, zauważa: — Bardzo fajnie, że o nas piszecie. Wreszcie ktoś zauważył, że my, ojcowie, też jesteśmy z naszymi dziećmi.

Małgorzata Kundzicz

Wszystkie opisane dzieci są jednymi z około trzystu, którymi opiekuje się Fundacja „Przyszłość dla Dzieci”, założycielem której jest wydawca „Gazety Olsztyńskiej”. Każde z nich wymaga kosztownego leczenia, rehabilitacji i sprzętu medycznego. Każdy z nas może im pomóc, wpłacając pieniądze na konto fundacji: 58 1240 1590 1111 0000 1453 6887.



Źródło: Gazeta Olsztyńska

Polub nas na Facebooku: