Niedziela, 24 września 2017

Podziel się:

Oko Wiktorii wraca do zdrowia

2016-07-22 09:19:36 (ost. akt: 2016-07-22 09:38:06)

Autor zdjęcia: Kamil Zaręba

Historia operacji Wiktorii była niezwykła. Trzeba było zebrać 3,5 tys. zł na zabieg, by dziecko nie czekało w kolejce dwa lata. Jednak dzięki lekarce z Rzeszowa udało się przeprowadzić szybki i bezpłatny zabieg. Wiktorią opiekuje się Fundacja „Przyszłość dla Dzieci”.

Polub nas na Facebooku:
http://m.wm.pl/2015/06/orig/wplacbutton-251555.jpg

Najważniejsze, że operacja się udała, nie było powikłań po znieczuleniu. Korygowanie takiego zeza, jakiego ma Wiktoria Luma z Olsztyna, łatwe nie jest. Dlatego niewykluczone, że zabieg trzeba będzie powtórzyć. Dziewczynka pojechała z mamą na operację aż do Rzeszowa, bo nikt w Olsztynie nie mógł jej pomóc.

— Miała dwa latka, jak zaczęły się problemy z zezem. Dużo ćwiczyłyśmy, ale to ten rodzaj wady, który trudno powstrzymać. Dlatego lekarze podjęli decyzję, że trzeba operować — mówi Monika Luma, mama Wiktorii. Zabieg odbył się prawie dwa tygodnie temu, w sobotę. Dziewczynka czuła się później świetnie i miała rewelacyjny humor. Kiedy poszła z mamą na obiad, zjadła cały talerz zupy. Wbrew pozorom, pobyt w szpitalu mocno przeżywała. Rozmawiała z ludźmi z oddziału, pokazywała im swoje oczko, domagała się dodatkowych plasterków, które zbierała. Mama tłumaczyła jej, że operacja jest potrzebna, żeby miała zdrowe oczko. Tym też — tak jak potrafiła — chwaliła się przed każdym, kto tylko zechciał jej chwilę poświęcić.

Zabieg był potrzebny, żeby skrócić mięśnie odpowiedzialne za ruchy gałki ocznej. Tego nie da się skorygować laserowo, dlatego operacja musiała być przeprowadzona w sposób tradycyjny. Trzeba było interwencji chirurgicznej także dlatego, że zez przeszkadzał dziecku w zwykłym, codziennym funkcjonowaniu. Źle wpływał na koordynację, a tym samym na rozwój dziewczynki. Z czasem Wiktoria zaczęła mieć też kłopoty w relacjach z innymi dziećmi. Wytykały ją palcami, opowiadały sobie wzajemnie o jej zezie. I chociaż sama pani Monika tłumaczyła dzieciom, na czym polega wada wzroku Wiktorii, nie do końca to pomogło. Z czasem relacje z innymi mogłyby jeszcze się pogorszyć.

Teraz przez trzy tygodnie po zabiegu Wiktoria musi mieć zakraplane oczka i smarowane maścią z antybiotykiem.
Mama ciągle musi córki pilnować, żeby nie podniosła czegoś zbyt ciężkiego. Ważne jest, aby była ostrożna i nie podejmowała zbytniego wysiłku. Trzeba też regularnie ćwiczyć. Tak jak wcześniej, od czasu diagnozy.

— Kupuję przez internet tak zwane obturatorki, specjalne zasłonki służące do zaklejania oczka. Wiktoria chętnie je zakłada, bo sama wybiera wzory. Dzięki temu oko się ćwiczy. Trenujemy widzenie bliżej, dalej, odsuwamy przedmioty, przysuwamy. To wszystko jest bardzo ważne — dodaje pani Monika.
Do domu wróciły szybko, a co za tym idzie także do swoich obowiązków. Chociaż większość z nich to dla Wiktorii przyjemność. Tak jak choćby hipoterapia. Dziecko uwielbia zajęcia i chętnie jeździ do stadniny w Redykajnach. Tym bardziej że to dla niej nie tylko okazja do jazdy konno, ale także do spotkania z pozostałymi zwierzętami, które tam mieszkają. Większość zna doskonale, bo jeździ tam od dwóch lat.

— Ostatnio miała nawet okazję nadać imię małej kózce. Wymieniłam chyba z dziesięć różnych imion, aż w końcu Wiktoria skinęła głową na Fifi — opowiada pani Monika. Bo Wiktoria nie mówi. Urodziła się z obniżonym napięciem mięśniowym, makrocefalią i niepełnosprawnością ruchową. Stwierdzono u niej także fakomatozę o podłożu genetycznym.
Jest jednak bardzo towarzyskim dzieckiem. Chętnie chodzi do przedszkola, lubi bawić się z rówieśnikami.

— Pod warunkiem, że jest wyspana — podkreśla jej mama.
Za dwa tygodnie odbędą się konsultacje z lekarką, która opiekowała się Wiktorią. Termin kolejnej operacji jeszcze nie jest wyznaczony. Monika Luma mówi, że odbędzie się nie wcześniej niż za pół roku, może nawet za rok. Tym razem operowane będzie lewe oko i — jeśli będzie taka potrzeba — ponownie skorygowane zostanie lewe.

Historia operacji Wiktorii, którą opiekuje się Fundacja „Przyszłość dla Dzieci”, była niezwykła. W kolejce na leczenie refundowane dziecko musiałoby czekać dwa lata. Aby mogła zostać szybciej operowana prywatnie, trzeba było zebrać 3,5 tys. zł na opłacenie zabiegu. Pieniądze miały pochodzić z funduszy zebranych podczas akcji „Kilometry dobra”. Jednak pieniądze nie były potrzebne, bo historia Wiktorii poruszyła serce dr Ewa Jakubiec-Blajer z centrum medycznego w Rzeszowie. Kiedy dziewczynka razem z mamą wystąpiła w telewizji, lekarka skontaktowała się z fundacją. Zaproponowała szybko, bezinteresowną i darmową pomoc. Dzięki niej Wiktoria nie musiała długo czekać na operację.
Wiktoria jest jednym z około trzystu podopiecznych Fundacji „Przyszłość dla Dzieci”. Opłaca im rehabilitację, dojazdy do lekarzy, pobyty w sanatoriach czy sprzęt potrzebny do codziennego funkcjonowania albo leki.

Dzieciom można pomóc w każdej chwili. Wystarczy wpłacić pieniądze na konto Fundacji „Przyszłość dla Dzieci”: 58 1240 1590 1111 0000 1453 6887. Liczy się dosłownie każda złotówka, bo jeśli nawet drobnych wpłat będzie dużo, to zebrane fundusze pozwolą pomóc jeszcze większej liczbie dzieci.

Małgorzata Kundzicz


Każdy z nas może pomóc wpłacając pieniądze na konto Fundacji "Przyszłośc dla Dzieci":
58 1240 1590 1111 0000 1453 6887.

Polub nas na Facebooku: