Piątek, 21 lipca 2017

Podziel się:

Dla naszej rodziny Fundacja jest jak dar niebios

2016-08-12 10:08:16 (ost. akt: 2016-08-12 12:17:14)

Autor zdjęcia: Zbigniew Woźniak

Bartek zaczął chodzić, a Martynka wreszcie rośnie. Jaś i Natalka mają za sobą ważne operacje i czekają na kolejne. W życiu podopiecznych Fundacji Przyszłość dla Dzieci dzieją się cuda. Gdyby nie 1% podatku, tych cudów by po prostu nie było.

Polub nas na Facebooku:
Agnieszka Wilkowska-Klocek musiała dłużej, niż inne mamy poczekać na pierwsze kroki swojego dziecka. Bartek dopiero tuż przed swoim trzecimi urodzinami zaczął chodzić. — To było coś niesamowitego — wspomina Agnieszka.

O swoim synu mówi „iskierka.” — Teraz wszędzie go pełno. Jest wesoły, energiczny, zafascynowany światem. Każdy spacer trwa długo, bo syn chce się ze wszystkimi przywitać — opowiada.
To wszystko by się nie zdarzyło, gdyby nie turnus rehabilitacyjny w prywatnym Ośrodku Rehabilitacyjnym z Małym Gacnie. To właśnie tam, dzięki intensywnym ćwiczeniom chłopiec zaczął stawiać pierwsze kroki. — Teraz walczymy o to, żeby nauczył się sam wstawać z ziemi. Nie ma poczucia równowagi — tłumaczy mama chłopca.

Czteroletni Bartek z Olsztyna choruje na zespół Angelmana. To rzadka i nieuleczalna choroba, który daje wiele dolegliwości. Padaczka, napady śmiechu bez powodu, upośledzenie umysłowe— to tylko niektóre z nich. — To całkowity przypadek, że syn jest chory. Zabrakło mu mikrofragmentu DNA — wyjaśnia mama Bartka.

Od kiedy chłopiec trafił pod opiekę„ Fundacji Przyszłość dla Dzieci,” jego rozwój nabrał tempa. — Wszystkie turnusy opłaca nam Fundacja — podkreśla Agnieszka. — Jesienią czeka nas kolejny. Tym razem logopedyczny. Liczymy na to, że uda się usprawnić mowę synka.

Bartek robi postępy, a jego rodziców cieszy każda nowa umiejętność chłopca. A jest ich coraz więcej: — Syn zaczyna pić z kubka. Umie też komunikować się z nami za pomocą piktogramów. Jest wspaniałym starszym bratem. Czule głaszcze swoją siedmiomiesięczną siostrę i całuje ją w czoło— mama chłopca nie kryje dumy.

Martyna Lubowiedzka z miejscowości Michałki nie lubi jak się mówi o niej „mała.” Nawet, jeśli ktoś chce powiedzieć to pieszczotliwie. Przypominają się jej wtedy czasy sprzed czterech lat. Nie rosła, odstawała od rówieśników. — A teraz jestem wyższa od chłopaków w klasie — śmieje się dziewięciolatka. Cieszy się, że nie musi już jeździć w dziecięcym foteliku samochodowym, tylko na siedzisku.— I jest dla mnie sporo rożnych atrakcji. Takich dla większych dzieci. Mogę skakać na trampolinie i bawić się w parku liniowym — cieszy się dziewczynka.

Dziś ma 134 cm wzrostu. Żeby rozwijać się jak rówieśnicy, Martyna codziennie dostaje zastrzyk. — To hormon wzrostu — tłumaczy Bogusława Lubowiedzka, mama Martynki.— Kuracja tym hormonem wynosi 800 zł miesięcznie. Tylko dzięki 1% przekazanemu „Fundacji Przyszłość dla Dzieci”, mogliśmy rozpocząć terapię i Martynka zaczęła rosnąć.

Zanim to się stało, lekarze różnych specjalizacji próbowali dociec, co dolega dziewczynce. — Gastrolog wykluczył wszystkie choroby hamujące wzrost. Specjaliści nie wiedzieli co jest przyczyną zahamowania wzrostu — wspomina Bogusława.

Martynka będzie dostawać lek dopóty, dopóki nie wkroczy w okres dojrzewania. Dziewczynka rośnie, a z nią będzie rósł koszt specyfiku. — Dawka będzie wzrastać wraz z jej wagą. A co za tym idzie, lek będzie droższy — tłumaczy mama Martynki.
Z buzi Martynki nie schodzi uśmiech. — Nie boję się tych zastrzyków, bo dzięki nim mogę się rozwijać — mówi rezolutnie.
A jej mama nie umie wyrazić wdzięczności Fundacji. —To dzięki tym pieniądzom z 1% Martynka rośnie!

Jaś Nilipiński ma 5 lat i pięć operacji za sobą. Czeka teraz na dwie kolejne, czyli na wszczepienie sztucznych soczewek. Wtedy będzie mógł pozbyć się grubych szkieł. — Raz do roku wymieniamy mu okulary. To koszt 1600 zł — mówi Agnieszka, mama chłopca.

Janek cierpi na zaćmę wrodzoną. Słabe widzenie utrudnia życie i stwarza bariery. Może dlatego Jaś bardzo lubi być trzymany za rękę? — Jest ostrożny. Wiadomo, jego ruchowość jest nieco ograniczona — tłumaczy Agnieszka.

— Nie jest wszystko jedno, co wpiszemy w rubrykę w zeznaniu podatkowym — podkreśla Iwona Żochowska — Jabłońska, dyrektor zarządzająca Fundacją. — Bo pieniądze, które uzyska nasza Fundacja to konkretna pomoc, konkretne działania. Dzięki pieniądzom z 1% uzyskamy fundusze na sprzęt medyczny, rehabilitację, opłacimy dzieciom lekarstwa albo leczenie.


Jest samotną mamą. Leczenie Jasia to duże koszty. — Bardzo pomaga nam „Fundacja Przyszłość dla Dzieci”. Refunduje leczenie i dojazdy do lekarzy. Syn potrzebuje także leków przeciwjaskrowych — opowiada mam chłopca.

Ale problemy ze wzrokiem to nie wszystko. W ubiegłym roku zdiagnozowano u chłopca łękotkę dyskowatą wrodzoną. Przeszedł bardzo kosztowną operację, a teraz jest rehabilitowany. — Za wszystko zapłaciła Fundacja — podkreśla Agnieszka.

Mirosława RodziewiczKwiatkowska z Klebarka Małego mówi, że „Fundacja Przyszłość dla Dzieci” jest dla jej rodziny jak dar niebios. O jej istnieniu dowiedziała się dzięki koleżance. — Jej dziecko również korzysta z pomocy Fundacji. Pomyślałam, że może też mojej Natalce uda się pomóc? — wspomina Mirosława.

Natalka Kwiatkowska jest trzyipółletnią rezolutną dziewczynką. Może trochę bardziej ostrożna niż rówieśnicy, może nieco bardziej powolna. Potrzebuje czasu, żeby oswoić się z nowym terenem. Bywa, że czuje się niepewnie, zwłaszcza na schodach. Natalka urodziła się z zaćmą całkowitą obuoczną.

Gdy trochę podrośnie, można będzie wszczepić jej soczewki. Taka operacja to oczywiście olbrzymie koszty. Ale na razie jej mama o tym nie myśli. Na razie trzeba córce zmieniać okulary. Dziecko rośnie więc okulary trzeba wymieniać często. — Nawet co pół roku! — mówi Mirosława. — Całe szczęście, że jest Fundacja. My przedstawiamy fakturę,a Fundacja zwraca nam pieniądze na zakup okularów.

Szkła są grube i ciężkie. — Córka do nich przywykła. Okulary traktuje jak coś naturalnego— uśmiecha się pani Mirosława.
Ale refundacja okularów to nie jedyna pomoc ze strony Fundacji. — Córka jest pod opieką okulistów z Warszawy. A dojazdy do nich przecież kosztują. My akurat mamy taki komfort, że nie potrzebujemy noclegu. Ale wiem, że w razie potrzeby Fundacja jest w stanie opłacić też pobyt rodziców z dzieckiem w szpitalu — w głosie Mirosławy słychać wzruszenie.

Żeby Natalka mogła się normalnie rozwijać, potrzebna jest też rehabilitacja. — Córka wzrok ćwiczy od trzeciego miesiąca. Najpierw lekarze dbali, żeby wzrok pracował, reagował na bodźce. Żeby Natalka mogła coraz więcej dostrzec. Córka jest leczona prywatnie. To też zasługa Fundacji!

W tym miesiącu Natalkę czeka trzecia już operacja wzroku. — Sfinansuje ją Fundacja... — mówi Mirosława.
Żeby mogły zacząć dziać się takie cuda, jak w przypadku Bartka, Jasia, Martynki i Natalki, wystarczy poświęcić chwilę wypełniając swoje zeznanie podatkowe. Wpisanie odpowiedniego numeru KRS w odpowiednią kratkę nic nie kosztuje i zajmuje tylko chwilę. — Nie jest wszystko jedno, co wpiszemy w rubrykę w zeznaniu podatkowym — podkreśla Iwona Żochowska — Jabłońska, dyrektor zarządzająca Fundacją. — Bo pieniądze, które uzyska nasza Fundacja to konkretna pomoc, konkretne działania. Dzięki pieniądzom z 1% uzyskamy fundusze na sprzęt medyczny, rehabilitację, opłacimy dzieciom lekarstwa albo leczenie.

W tym roku zdarzył się kolejny cud, bo„ Fundacja Przyszłość Dla Dzieci” ustanowiła rekord. Mieszkańcy Warmii i Mazur pokazali,że mają wielkie serca i los chorych dzieci nie jest im obojętny. Dzięki pieniądzom z jednego procenta przekazanym Fundacji, udało się uzbierać ponad 900 tysięcy złotych! — To olbrzymia pomoc, wielki gest! Dziękujemy wszystkim darczyńcom, którzy zechcieli podarować 1% naszym podopiecznym — mówi prezes zarządu Fundacji Jarosław Tokarczyk. —Dzięki wam niektóre maluchy stanęły na własnych nogach, inne otrzymały niezbędne leki, a jeszcze inne przeszły operacje. Liczymy, że nadal będziecie z nami!


„Fundacja Przyszłość dla Dzieci” założona przez wydawcę „Gazety Olsztyńskiej” istnieje już 14 lat. Pod swoimi skrzydłami ma ponad 300 podopiecznych z Warmii i Mazur. — Do tej pory na pomoc podopiecznym Fundacji przeznaczyliśmy ponad 5 mln złotych — mówi prezes Jarosław Tokarczyk. — Przez cały rok organizujemy wiele akcji pomocowych. Przeznaczenie 1% to tylko jedna z nich. To wspaniale, że tyle osób chce do nas dołączyć i pomagać podopiecznym. Mamy wielu darczyńców, partnerów akcji, wolontariuszy i sympatyków. Dziękujemy tym, którzy podarowali jeden procent siebie!

Polub nas na Facebooku: