Piątek, 24 listopada 2017

Podziel się:

Ciężko chora dziewczynka znalazła ratunek w Olsztynie

2016-08-16 10:29:59 (ost. akt: 2016-09-22 11:35:21)

Autor zdjęcia: Grzegorz Czykwin

Marinę i jej rodziców ściągnęła do nas nadzieja. Przyjechali z Ukrainy, by tu szukać ratunku dla chorej na białaczkę ośmiolatki. Problemów nie brakuje, ale dziewczynka jest już w trakcie leczenia. I to jest dla nich najważniejsze.

Polub nas na Facebooku:
Ukraińscy lekarze jeszcze wiosną tego roku nie dawali 8-letniej Marinie szans, że ją wyleczą. Podali pierwszą chemioterapię, ale już po miesiącu powiedzieli wprost: „Musicie z córką szukać pomocy za granicą. My nie jesteśmy w stanie jej pomóc”.

Diagnoza zwaliła ich z nóg: ostra białaczka limfoblastyczna. — Zaczęliśmy szukać informacji i sposobu, żeby wyjechać. Najpierw myśleliśmy o leczeniu w Niemczech, ale okazało się, że to za drogo. Bardzo pomógł brat cioteczny, który jest księdzem. On nawiązał kontakt ze szpitalem dziecięcym w Olsztynie — opowiada Swietłana Meretina, mama Mariny. Już na początku maja zaczęli kolejne leczenie. Obie od czasu przyjazdu są na oddziale onkologii i hematologii w szpitalu dziecięcym. Przed dziewczynką jeszcze jedna dawka chemioterapii, później czeka ją radioterapia. Leczenie jest wyniszczające, ale 8-latka często się uśmiecha, chociaż nie jest jej łatwo nawiązać kontakt z ludźmi z powodu bariery językowej.

Swietłana na Ukrainie pracowała w instytucji państwowej, która zajmuje się pomocą poszkodowanym w wybuchu w elektrowni atomowej w Czarnobylu. Żeby być z dzieckiem, musiała zwolnić się z pracy. Jej mąż Wasyl był traktorzystą. On też zrezygnował z pracy. Przyjechał do Olsztyna, żeby tutaj podjąć pracę. Jest zatrudniony legalnie w zakładach mięsnych. Dzięki temu jest ubezpieczony w Polsce, a jego chora córka razem z nim. To oznacza, że nie muszą płacić za terapię, bo pieniędzy nie mają.

Na pierwszym etapie leczenia bardzo pomogli sąsiedzi i znajomi państwa Meretinów ze środkowej Ukrainy. W swojej parafii zebrali pieniądze na opłacenie części kosztów leczenia. Losem dziewczynki zainteresowała się Fundacja „Przyszłość dla Dzieci”. I to ona opłaciła większość kosztów. Do zapłaty pozostało jeszcze kilkanaście tysięcy złotych.

Podczas gdy bieżące leczenie jest już zapewnione, rodzinę martwi także utrzymanie. Większość pensji Wasyla trafia na konto właściciela mieszkania, które musieli wynająć w Olsztynie. A trzeba przecież także żyć. W zbiórkę pieniędzy dla nich zaangażowali się Ukraińcy mieszkający w Olsztynie, ale nie tylko. Pomagają im mieszkańcy całego regionu.

Na Ukrainie zostało młodsze dziecko Swietłany i Wasyla. Pięcioletnim Jarosławem musiała zaopiekować się babcia. Bardzo tęskni za rodzicami, a oni za nim. — Ja też za nim tęsknię i chciałabym wrócić już do domu, zdrowa — mówi Marina.
Na pewno nie wróci jednak przez najbliższe pół roku. Tak przewidują lekarze z Olsztyna. Po zakończeniu leczenia przez rok nie pójdzie także do szkoły. Jej organizm będzie jeszcze zbyt słaby na to, żeby walczyć z infekcjami, którymi może zarazić się od innych.

— Liczy się dosłownie każda złotówka, bo jeśli nawet drobnych wpłat będzie dużo, to zebrane fundusze pozwolą pomóc jeszcze większej liczbie chorych — zachęca Iwona Żochowska-Jabłońska, dyrektor zarządzający fundacji. I prosi o kontakt z fundacją każdego, kto może w jakikolwiek sposób wesprzeć Marinę i jej rodzinę. Można dzwonić pod numer 89 539 74 04.

Małgorzata Kundzicz


Dzieciom, które są pod opieką Fundacji „Przyszłość dla dzieci”, w tym Marinie Meretinie, można pomóc w każdej chwili. Wystarczy wpłacić pieniądze na konto fundacji: 58 1240 1590 1111 0000 1453 6887.
Polub nas na Facebooku: