Niedziela, 20 sierpnia 2017

Podziel się:

Razem odczarowaliśmy stwory!

2017-01-09 08:57:40 (ost. akt: 2017-01-09 09:34:14)
Magda Rejman

Magda Rejman

Autor zdjęcia: Grzegorz Czykwin

Skończyła się akcja "Odczaruj stwora na święta". Wsparcia chorym dzieciom udzieliło wiele, wiele osób. Dzięki nim wiele stworów zostało odczarowanych. Ale walka z rakiem trwa nadal, bo to przeciwnik, który łatwo się nie poddaje.

Polub nas na Facebooku:
http://m.wm.pl/2016/11/orig/btn-350144.jpg

Tegoroczna, zakończona wczoraj edycja akcji „Odczaruj stwora na święta” była już trzecią z kolei. Przez miesiąc, kiedy trwała, do pomocy dzieciom walczącym z nowotworem włączyło się mnóstwo osób oraz instytucji. Placówki organizowały specjalne świąteczne kiermasze i zbiórki, których hasłem przewodnim była pomoc chorym dzieciom. Tylko dzięki tym działaniom udało się odczarować stwory za prawie 3500 zł!
Do tego przez cały czas dołączały się do niej osoby prywatne. Nic więc dziwnego, że wsparcie, jakie otrzymali podopieczni Fundacji "Przyszłość dla Dzieci", jest naprawdę duże. — Stworów, które udało się odczarować, jest cała rzesza. Dziękujemy za wsparcie wszystkim, którzy włączyli się do naszej akcji. Zachęcamy także do wspierania dzieci poza tą inicjatywą, ponieważ nasza pomoc jest cały czas potrzebna — podkreśla Iwona Żochowska-Jabłońska, dyrektor zarządzająca Fundacji "Przyszłość dla Dzieci". I wyjaśnia: — Akcje „Odczaruj stwora” oraz "Przegląd malucha", którą przeprowadziliśmy w listopadzie, mają na celu zwrócić uwagę na nowotwory, które stały się szerzącą się coraz bardziej chorobą cywilizacyjną. Staramy się sprawić, żeby ludzie przestali odsuwać od siebie myśl o ich istnieniu i zamiast tego bardziej zwrócili uwagę na diagnostykę — tłumaczy. — Ważne jest właśnie to, żeby nie uciekać od tej myśli i nie czekać, kiedy pojawiają się pierwsze symptomy choroby. Pamiętajmy, że im wcześniej nowotwór zostanie wykryty, tym większa szansa na jego wyleczenie — podkreśla Iwona Żochowska-Jabłońska.

Wśród podopiecznych Fundacji "Przyszłość dla Dzieci", którym szybka diagnoza dała szansę skutecznego leczenia i pokonania raka są 16-letni Arras Nebo, 7-letnia Nadia Michalska oraz 15-letni Dawid Affelt. Wygrali, ale cena za to była wysoka. Nadia częściowo straciła słuch, a organizm Arrasa po chemioterapii łatwo łapie wszelkie infekcje. Dawid podobnie. Chłopak zmaga się jeszcze z wieloma innymi schorzeniami, które ograniczają jego codzienne życie. Urodził się z zespołem Downa, ma niedoczynność tarczycy, słabe napięcie mięśniowe i zaburzenia równowagi.
— To bardzo trudny czas dla rodzica. Ta walka jest trudna. Cały czas ma się nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Trzeba w to mocno wierzyć — mówi pani Izabela, mama Dawida.
Dawid, jak każdy z nowotworem w stanie remisji co jakiś czas musi chodzić na kontrole sprawdzające, czy rak znów nie zaatakował. — Każda taka wizyta to ogromny stres — przyznaje pani Izabela. — Za każdym razem modlę się, żeby wyniki były dobre.
Zarówno ona, jak i rodzice dzieci, które już przegnały nieproszonego gościa ze swojego organizmu, ma w sobie teraz więcej siły, którą dała jej świadomość, że rak nie jest wyrokiem. — Trzeba w to mocno wierzyć. Po prostu się nie poddawać — stwierdza pani Katarzyna, mama Nadii Michalskiej.
O ile Nadii, Dawidowi i Arrasowi już się udało, o tyle 22 podopiecznych fundacji wciąż walczy z rakiem. Niektórzy z nich nie mieli nawet szans spędzić świąt ze swoją rodziną, ponieważ ich stan nie pozwalał na wyjście ze szpitala. Wśród nich była m.in. 9-letnia Magda Rejman. Był to niespodziewany cios dla jej rodziców, ponieważ kilka lat temu Magda pokonała już raz nowotwór, białaczkę limfoblastyczną typu C. Niestety, choroba powróciła.
— Nie spodziewaliśmy się, że choroba może wrócić. Mieliśmy nadzieję, że tak się nie stanie. Ale rozpaczanie nie ma sensu, teraz robimy wszystko, żeby Magda była zdrowa. Już raz się udało — podkreśla pani Urszula, mama dziewczynki.
Równie wielką nadzieję na zdrowie mają rodzice 13-letniego Bartka Kostrzewy. Bartek choruje na złośliwy nowotwór uda. Ma już za sobą operację wycięcia guza, która odbyła się w marcu 2016 roku. Teraz poddawany jest chemioterapii oraz przyjmuje wiele innych leków. Nie wiadomo, jak długo potrwa jego leczenie.
— Ale na pewno będzie skuteczne — nie ma wątpliwości pani Justyna, mama chłopca. — Nie możemy się doczekać, aż usłyszymy, że nasz syn jest zdrowy.

O swoją szansę na zdrowie i życie walczą także 8-letnia Marina Meretina i 15-letni Krystian Jackowski. Oboje chorują na ostrą białaczkę limfoblastyczną.
— Ta diagnoza była dla nas szokiem — wspomina pani Marzena, mama Krystiana. — Ale myślę, że to już koniec przykrych niespodzianek. Teraz pora na sama dobre wieści.W pokonywaniu choroby, czyli sprawianiu tych dobrych niespodzianek możemy pomagać cały czas. Nie tylko odczarowując stwory podczas świątecznej zabawy. Wspierając chore dzieci pomagamy im w ich trudnej walce z rakiem i robimy coś dobrego... dla siebie.
— Dzięki temu stajemy się lepszymi ludźmi. Daje nam to poczucie, że zrobiliśmy coś dobrego — uważa Iwona Żochowska-Jabłońska. — Pomaganie drugiemu człowiekowi jest miarą naszego człowieczeństwa. Warto więc wspierać dzieci w ich walce z rakiem, choć nie zawsze udaje im się wygrać tę walkę...

Trzecią edycję akcji "Odczaruj stwora" rozpoczęliśmy z 23 podopiecznymi chorymi na raka. Obecnie jest ich 22. Kilka dni temu mimo zaciętej walki oraz starań wielu ludzi odeszła od nas 8-letnia Diana Gardocka. — Jej rodzina nie poddała się i walczyła o zdrowie dziewczynki do samego końca — mówi Iwona Żochowska-Jabłońska.


Każdy, kto chce wspomóc chore dzieci, może to zrobić wpłacając pieniądze bezpośrednio na konto fundacji: 58 1240 1590 1111 0000 1453 6887 oraz przekazując jeden procent podatku na rzecz podopiecznych Fundacji "Przyszłość dla Dzieci".



Polub nas na Facebooku: