Sobota, 27 maja 2017

Podziel się:

Mała Ola czeka na tę pomoc

2017-02-14 08:41:53 (ost. akt: 2017-02-16 14:42:32)
Ola wraz z mama Moniką

Ola wraz z mama Moniką

Autor zdjęcia: Beata Szymańska

To miał być wspaniały, rodzinny urlop, ale wspólnego wypoczynku nie było. Rodzina Kamińskich przeżyła poważny wypadek. Najciężej ranna została 9-letnia Ola. Jest sparaliżowana. Pod opiekę wzięła ją Fundacja „Przyszłość dla Dzieci”.

Polub nas na Facebooku:
http://m.wm.pl/2015/06/orig/wplacbutton-251555.jpg

Rodzina Kamińskich jechała na długo wyczekiwany wspólny wypoczynek. 17 sierpnia 2016 roku pan Witold i pani Monika podróżowali z córkami z rodzinnego Łopacina (pow. ciechanowski) nad morze. W okolicach Rychnowa (gm. Grunwald) doszło do tragedii. Ojciec rodziny stracił panowanie nad kierownicą i wyjechał na przeciwny pas ruchu. Zderzył się czołowo z samochodem jadącym z naprzeciwka.

— Nikt z nas nie pamięta, co się wtedy stało. Późniejsze badania wykazały, że mąż prawdopodobnie zasłabł w czasie jazdy — tłumaczy Monika Kamińska.
Państwo Kamińscy obudzili się w szpitalu poturbowani i połamani. Pan Witold walczył o życie, bo podczas wypadku pękły mu jelita. Tylko starsza córka, 19-letnia Gabrysia, wyszła z wypadku cało, dlatego, że zdążyła położyć się na siedzeniu zanim samochód się rozbił.

Najbardziej ucierpiała 9-letnia Ola. Dziewczynka ma przerwany rdzeń kręgowy. Od wypadku jest sparaliżowana. Wszystko jednak słyszy i rozumie. Komunikuje się z mamą. Dziewczynka jest w trzeciej klasie, 21 kwietnia będzie obchodziła dziewiąte urodziny. Niedługo miała dostać od rodziców wymarzony rower.
— Nauczyła się jeździć latem i od razu pojechała ze mną na rowerową wycieczkę do babci, która mieszka we wsi oddalonej o 12 kilometrów od nas — wspomina pani Monika.

Ola to radosna dziewczynka. Dzielnie znosi wszystkie zabiegi w szpitalu. Jest cierpliwa, radosna, a z jej buzi nie schodzi promienny uśmiech. Przed wypadkiem uwielbiała rysować i tańczyć, wygrywała konkursy piosenek, chciała ćwiczyć akrobatykę. Dziś oddycha za pomocą aparatury, sama nie jest w stanie przełykać, więc jest karmiona sondą prosto do żołądka. Lekarze nie wiedzą nawet, na ile dziewczynka czuje swoje ciało. Pani Monice Ola czasem skarży się, że boli ją noga. To, że córka czuje cokolwiek, jest nadzieją dla jej rodziców.
— Wydaje mi się, że czasem lekko rusza palcem u ręki. Cieszymy się, ale lekarze studzą nasz zapał, bo ciało czasem wykonuje ruchy niezależnie od woli mózgu — mówi z płaczem pani Monika. — Nie tracimy nadziei. Cały czas szukamy ratunku. Jeśli będziemy mieli na to pieniądze, spróbujemy terapii komórkami macierzystymi — dodaje.

Ola leży teraz szpitalu dziecięcym w Olsztynie i jest pod opieką Fundacji „Przyszłość dla Dzieci”. Jej rodzina potrzebuje specjalistycznego sprzętu, żeby dziewczynka mogła wrócić do domu i rozpocząć kosztowną rehabilitację.
— Wózek z miejscem na respirator kosztuje 28 tys. zł. Trzeba też będzie kupić wannę, łóżko, materac. To dziesiątki tysięcy złotych. Żadna rodzina, w której dochodzi do tragicznego wypadku, nie jest przygotowana na to, że będzie musiała przystosować mieszkanie do potrzeb niepełnosprawnego dziecka — wyjaśnia Iwona Żochowska-Jabłońska, szefowa Fundacji „Przyszłość dla Dzieci”.



Możemy pomóc Oli wrócić do domu. Na fundacyjne konto można wpłacać pieniądze. Zostaną przeznaczone na zakup sprzętu potrzebnego dziewczynce i pokrycie kosztów rehabilitacji: 21 1240 1590 1111 0010 2531 7517. W tytule wpłaty należy na pisać: Ola Kamińska.




Katarzyna Guzewicz
k.guzewicz@gazetaolsztyńska.pl
Polub nas na Facebooku: