Piątek, 20 października 2017

Podziel się:

Razem możemy uratować życie Justyny

2017-03-31 08:57:31 (ost. akt: 2017-04-03 14:43:42)
Justyna z mamą Joanną

Justyna z mamą Joanną

Autor zdjęcia: grzegorz czykwin

Justyna Gilun, 14-latka z Ełku, od trzech miesięcy przebywa w Szpitalu Dziecięcym. Zapalenie jelita grubego zagraża jej życiu. Jedyną szansą na jej wyzdrowienie jest lek, którego jedna ampułka kosztuje aż 1400 zł. Potrzebna jest pomoc!

Polub nas na Facebooku:
http://m.wm.pl/2015/06/orig/wplacbutton-251555.jpg


Trzy miesiące temu Justyna nagle zaczęła źle się czuć. Na początku były objawy charakterystyczne dla zatrucia pokarmowego, które nie chciały minąć. Dziewczyna trafiła do szpitala w Ełku. Tam okazało się, że to nie zatrucie, a poważne, śmiertelnie groźne wrzodziejące zapalenie jelita grubego — przewlekłego procesu zapalnego błony śluzowej.

Czternastolatkę przeniesiono do Wojewódzkiego Specjalistycznego Szpitala Dziecięcego w Olsztynie. — Jak wytłumaczył mi lekarz, alarmem dla szpitala na skali tej choroby jest 65 punktów — tłumaczy pani Joanna, mama dziewczyny. — Justyna trafiła do szpitala, kiedy miała 85 punktów. Dziewczyna w szpitalu dziecięcym przebywa od trzech miesięcy. Lekarze walczą o jej życie, ale kolejne leki, jakie są jej podawane, nie pomagają. Ostatnią deską ratunku jest tzw. leczenie biologiczne.

— Wykorzystaliśmy już wszystkie możliwości — tłumaczy dr Elżbieta Jarocka-Cyrta ze szpitala dziecięcego w Olsztynie. — Jeśli to nie pomoże, trzeba będzie wyciąć jelito grube, a to stan, którego nie możemy zaakceptować.
Lek jest jedyną szansą, ale jest ogromnie kosztowny, bo nie jest refundowany. Jedna ampułka to 1400 zł. A nastolatka potrzebuje więcej dawek, więc jej leczenie będzie kosztować przynajmniej 15 tys. zł. To za dużo na budżet wielodzietnej rodziny, więc potrzebna jest pomoc.

Wczoraj odwiedziliśmy dziewczynę i jej mamę w szpitalu. Po Justynie na pierwszy rzut oka nie widać, że choruje, stara się trzymać dzielnie.
— Ale czuję się nie najlepiej, jestem bardzo osłabiona — mówi.
Choć odwiedziła ją mama, bardzo tęskni za domem. Tłumaczy, że koleżanki i koledzy piszą do niej i dzwonią, ale to jednak nie to samo. — Najbardziej tęsknie za siostrami i tatą — nie kryje.

Kiedy rozmawiamy z Justyną, przychodzi pielęgniarka i podłącza kroplówkę z pierwszą dawkę leku. Tę dawkę sfinansowała Fundacja „Przyszłość dla Dzieci” (jej założycielem jest wydawca „Gazety Olsztyńskiej”), ale na kolejne trzeba zgromadzić fundusze. Dlatego w szkole Justyny, Gimnazjum nr 3 w Ełku, zbierane są pieniądze na kolejne dawki.

— Wierzymy, że ten lek może pomóc — mówi pani Joanna. — Bo... tylko on już nam został. To gra o wszystko.
Choć wierzyć nie jest łatwo, bo leków dziewczyna przyjęła już mnóstwo. Był okres, kiedy na śniadanie zjadała osiem tabletek. Jeden lek nie pomógł, drugi nie pomógł...
— Poprzednie leki dawały tylko chwilową poprawę — mówi mama Justyny.
— Ale ten pomoże — przerywa jej córka i roni łzę, patrząc na woreczek na stelażu.
Dr Ewa Cichocka-Kurowska, która opiekuje się pacjentką, tłumaczy, że wiele zależy od pierwszych dawek.
— Na ten lek większość pacjentów reaguje dobrze, ale zobaczymy jak poradzi sobie z nim organizm Justyny — mówi. — Oby sobie poradził.
Justyna wierzy, że uda jej się wrócić do zdrowia, tak jak po kontuzjach do zdrowia wracał Jakub Błaszczykowski, jej i taty ulubiony piłkarz. Wiary nie traci też pani Joanna.
— Już raz ten szpital nam pomógł, kiedy przyjeżdżałam tu ze starszą córką, która, gdy się urodziła, miała niedowład w ręce — mówi. — Dziś córka ma 17 lat i jest zdrowa. Mam nadzieję, że i z chorobą Justyny przy wsparciu lekarzy sobie poradzimy.
Dziś dziewczyna przyjęła pierwszą dawkę leku, którą opłaciła Fundacja „Przyszłość dla Dzieci”. żeby mogła przyjąć kolejne, prosimy wszystkich, którzy mogą, o wpłacanie pieniędzy na konto fundacji: 58 1240 1590 1111 0000 1453 6887, z dopiskiem „Justyna Gilun”.

Łukasz Wieliczko
l.wieliczko@gazetaolsztynska.pl
Polub nas na Facebooku: