Sobota, 24 lutego 2018

Podziel się:

Tata Feliksa: Mamy tylko siebie

2018-02-02 15:51:20 (ost. akt: 2018-02-09 09:56:53)
Już miesiąc po narodzinach Feliksa, okazało się, że z jego sercem coś jest nie tak.

Już miesiąc po narodzinach Feliksa, okazało się, że z jego sercem coś jest nie tak.

Autor zdjęcia: Arch. Fudacji

Mały Feliks wyczerpał już limit nieszczęść: jest autystą, ma chore serce, a trzy lata temu zmarła jego mama. Jego tata Krzysztof nie poddaje się i chce synowi nieba przychylić. Państwo też mogą sprawić, że życie chłopca będzie lżejsze.

Polub nas na Facebooku:
http://m.wm.pl/2017/01/orig/1-logo-programu-358385.jpg

W pracy to się z ludźmi pogada, oderwie się od domowej rutyny. Krzysztofowi z Olsztyna brak pracy zaczyna powoli doskwierać. Całe życie był piekarzem. — Wybrałem jednak to, co najważniejsze. Czyli syna — tłumaczy.
Trzy lata temu zmarła żona pana Krzysztofa. Został sam z Feliksem. Chłopcem, który ma tyle chorób, że mógłby się nimi podzielić. Rodziców Feliksa zaniepokoiło, że nie gaworzył, nie mówił i chodził na palcach. — Przyszła do nas kiedyś znajoma i powiedziała: on jest autystą. Feliks miał wtedy 1,5 roku. Zaczęliśmy więc jeździć po lekarzach. Ale oni mówili, że syn jest jeszcze malutki, że ma czas. Dopiero w poradni autystycznej w Ciechanowie wyszła prawda: autyzm wczesnodziecięcy — wspomina.

Uciec? To się nigdy nie mieściło w głowie pana Krzysztofa. On słyszał o takich ojcach, co kiedy dowiadują się o chorobie dziecka, to biorą nogi za pas. Nazywa ich nawet tchórzami. Ale zaraz się poprawia: — Niech każdy odpowiada sam za siebie. Ja się chorób nigdy nie bałem. Zresztą żona chorowała na epilepsję. Dawałem sobie z tym radę.

Już miesiąc po narodzinach Feliksa, okazało się, że z jego serduszkiem jest coś nie tak. Cierpi na miopatię rozrostową przegrody międzykomorowej. Jego tata tłumaczy, że chłopca w przyszłości czeka przeszczep. Feliks jest też opóźniony w rozwoju. Ma osiem lat, ale zachowuje się jak czterolatek. Pan Krzysztof nie lubi tych momentów, kiedy musi się obym tłumaczyć. — Czasami zdarza się, że syn nie chce wysiąść z autobusu i krzyczy. Ludzie zwracają mi uwagę, że nie umiem syna wychować. Zdarza się, że odpowiadam wtedy niemiło albo po prostu mówię, że moje dziecko jest chore. I tyle. Ja nie mam czasu tłumaczyć co i jak, ja się muszę dzieckiem zająć!

Pan Krzysztof mówi, że Feliks nie chce za bardzo z nim współpracować. On swoje, a syn swoje. Mówi to paniom w przedszkolu, do którego chodzi syn. Bo tak, to nie ma komu się wyżalić. Zresztą, pan Krzysztof nie jest z tych, co się skarżą. — A Feliks potrafi być nieprzyjemny — nie kryje. — Jest nadpobudliwy, bardzo ruchliwy i chce, żeby zawsze wychodziło na jego. Ale potrafi też być bardzo sympatyczny.

Feliks nowych czynności uczy się wolno, ale jego tata to rozumie. Na razie nie chce myśleć, co będzie w przyszłości. Wie na pewno, że syn całkowicie samodzielny nie będzie nigdy. Na co dzień chłopiec jest w przedszkolu, bo tam może się rozwijać. W tym czasie pan Krzysztof zajmie się domem, obiad ugotuje. — Syn nie wybrzydza – uśmiecha się. — Owoce je wszystkie i warzywa. Tylko mojej grochówki nie lubi, bo za gęsta.

Pan Krzysztof i ciasto upiecze, i pranie zrobi. Żadnej filozofii w tym nie widzi. Nie przepada jedynie za prasowaniem. — W domu jest porządek — podsumowuje.
Pan Krzysztof z Feliksem mieszka na stancji w Olsztynie. Kiedy zmarła jego żona i został z synem sam, wiedział, że o pracy musi zapomnieć. — Syn potrzebuje opieki 24 godziny na dobę. Nie widzimy się tylko wtedy, kiedy jest w przedszkolu. A tak, to cały czas jest przy mnie. I do lekarzy trzeba chodzić. A kto by chciał takiego pracownika, co jest bez przerwy na wolnym? — zastanawia się.

Rodzina utrzymuje się z zasiłków socjalnych oraz niewielkiej renty rodzinnej po mamie Feliksa. Ale pan Krzysztof nie narzeka: — Żyje się skromnie i tyle — ucina.
Stara się, żeby synowi niczego nie brakowało. Ale każdy przecież wie, że samotne tacierzyństwo nie jest łatwe. Opłaty za stancję i rachunki to olbrzymie wydatki. A że Feliks jest bardzo chory, dochodzą do tego inne potrzeby. — Syn jest pod opieką poradni kardiologicznej i genetycznej — opowiada tata chłopca. — Zjawiamy się w Warszawie na badaniach. A tam przecież trzeba dojechać. Ale musimy sobie radzić, bo mamy tylko siebie.

Feliks potrzebuje też rehabilitacji i środków farmakologicznych. A te, niestety, kosztują. Niedawno pan Krzysztof odkrył, że w jego mieście działa fundacja, która pomaga chorym dzieciom. W ten sposób Feliks trafił pod skrzydła Fundacji „Przyszłość dla Dzieci”. Tę Fundację powołał do życia wydawca „Gazety Olsztyńskiej".

Na pomoc czeka nie tylko Feliks, ale także ponad 300 podopiecznych Fundacji. Teraz każdy może ich wesprzeć, kiedy rozlicza się z fiskusem. — Ten 1 procent podatku jest niezwykle ważny dla naszych podopiecznych — przekonuje Iwona Żochowska-Jabłońska, dyrektor zarządzająca Fundacji „Przyszłość dla Dzieci”. — Dzięki temu mamy pieniądze na bieżące leczenie i rehabilitację tych dzieci. Nawet z niewielkich kwot, które odpisujemy, od podatku zbierają się duże sumy na pomoc.


Wpisz w rozliczeniu rocznym numer KRS 0000148747. Oprócz tego w każdej chwili możesz dokonać wpłaty na konto fundacji: 58 1240 1590 1111 0000 1453 6887.

Źródło: Gazeta Olsztyńska

Polub nas na Facebooku: