Jedenastoletni Maciej Krakowski, uczeń piątej klasy Szkoły Podstawowej nr 25 w Olsztynie wrócił z Monachium, gdzie miał operację serca. Fundacja "Przyszłość dla Dzieci" przekazała mu na ten cel prawie 50 tys. zł. — Syn czuje się bardzo dobrze. Dziękujemy wszystkim, którzy nas wsparli — mówi Ewa Krakowska, mama Maćka. A chłopiec dodaje: — Najważniejsze, że będę mógł ćwiczyć na wuefie!
Maciek urodził się z bardzo złożoną wadą serca. Od urodzenia jest pod stałą opieką poradni kardiologicznej Centrum Zdrowia Dziecka w Warszawie i szpitala dziecięcego w Olsztynie.
— Syn miał już dwie operacje serca w Centrum Zdrowia Dziecka. Pierwszą, zaraz po urodzeniu, drugą w wieku dwóch lat — opowiada Ewa Krakowska, mama Maćka. — Żeby syn mógł się normalnie rozwijać, niezbędna była jeszcze trzecia operacja, najbardziej skomplikowana. Pomoc zaoferował nam polski kardiochirurg prof. Edward Malec, który od lat pracuje w klinice w Monachium.
Ale znalezienie lekarza, który podjąłby się wykonania tak trudnej operacji, było dopiero połową sukcesu. Barierą nie do przeskoczenia dla rodziców Maćka była cena zabiegu: prawie 20 tysięcy euro, czyli około 80 tys. złotych. — Oboje z mężem pracujemy, ale mamy jeszcze dwoje dzieci. Gdyby nie pomoc różnych fundacji, w tym Fundacji "Przyszłość dla Dzieci", nie byłoby nas stać na taki wydatek — przyznaje Ewa Krakowska, mama Maćka.
Fundacja "Przyszłość dla Dzieci" przekazała na leczenie Maćka i pobyt jego rodziców w Niemczech prawie 50 tys. zł. Pieniądze były zbierane m.in. podczas ubiegłorocznej wigilii pracowników grupy medialnej "Gazety Olsztyńskiej".
Operacja odbyła się 14 stycznia. Udała się i niespełna dwa tygodnie później Maciek wrócił z rodzicami do Olsztyna. Czuje się znacznie lepiej. — Ma dobre wyniki krwi. Jest różowiutki, a wcześniej był siny, miał fioletowe usta i paznokcie, szybko się męczył — mówi pani Ewa.
— Bardzo chciałem ćwiczyć na wuefie, a do tej pory musiałem siedzieć na ławce — wtrąca Maciek. — Lekarz powiedział, że z czasem będę mógł biegać. Najbardziej chciałbym pograć w kosza.
Jedynym ograniczeniem dla chłopca jest teraz dieta lecznicza, z jak najmniejszą ilością witaminy K. Musi unikać m.in. kiwi, bananów, sałaty, pomidorów, jogurtów. Pani Ewa dodaje, że powinna regularnie sprawdzać Maćkowi poziom krzepliwości krwi, bo w pierwszych miesiącach po operacji istnieje ryzyko groźnego dla życia zatoru. — Musimy kupić specjalne urządzenie do pomiaru poziomu krzepliwości krwi — mówi pani Ewa.
— Nowe kosztuje prawie 4 tysiące złotych, ale możemy odkupić od znajomej rodziny używane za połowę tej kwoty. Do tego dochodzą jeszcze paski kontrolne, za ponad 500 złotych. A my jesteśmy teraz zupełnie "spłukani"...
Agnieszka Deoniziak
— Syn miał już dwie operacje serca w Centrum Zdrowia Dziecka. Pierwszą, zaraz po urodzeniu, drugą w wieku dwóch lat — opowiada Ewa Krakowska, mama Maćka. — Żeby syn mógł się normalnie rozwijać, niezbędna była jeszcze trzecia operacja, najbardziej skomplikowana. Pomoc zaoferował nam polski kardiochirurg prof. Edward Malec, który od lat pracuje w klinice w Monachium.
Ale znalezienie lekarza, który podjąłby się wykonania tak trudnej operacji, było dopiero połową sukcesu. Barierą nie do przeskoczenia dla rodziców Maćka była cena zabiegu: prawie 20 tysięcy euro, czyli około 80 tys. złotych. — Oboje z mężem pracujemy, ale mamy jeszcze dwoje dzieci. Gdyby nie pomoc różnych fundacji, w tym Fundacji "Przyszłość dla Dzieci", nie byłoby nas stać na taki wydatek — przyznaje Ewa Krakowska, mama Maćka.
Fundacja "Przyszłość dla Dzieci" przekazała na leczenie Maćka i pobyt jego rodziców w Niemczech prawie 50 tys. zł. Pieniądze były zbierane m.in. podczas ubiegłorocznej wigilii pracowników grupy medialnej "Gazety Olsztyńskiej".
Operacja odbyła się 14 stycznia. Udała się i niespełna dwa tygodnie później Maciek wrócił z rodzicami do Olsztyna. Czuje się znacznie lepiej. — Ma dobre wyniki krwi. Jest różowiutki, a wcześniej był siny, miał fioletowe usta i paznokcie, szybko się męczył — mówi pani Ewa.
— Bardzo chciałem ćwiczyć na wuefie, a do tej pory musiałem siedzieć na ławce — wtrąca Maciek. — Lekarz powiedział, że z czasem będę mógł biegać. Najbardziej chciałbym pograć w kosza.
Jedynym ograniczeniem dla chłopca jest teraz dieta lecznicza, z jak najmniejszą ilością witaminy K. Musi unikać m.in. kiwi, bananów, sałaty, pomidorów, jogurtów. Pani Ewa dodaje, że powinna regularnie sprawdzać Maćkowi poziom krzepliwości krwi, bo w pierwszych miesiącach po operacji istnieje ryzyko groźnego dla życia zatoru. — Musimy kupić specjalne urządzenie do pomiaru poziomu krzepliwości krwi — mówi pani Ewa.
— Nowe kosztuje prawie 4 tysiące złotych, ale możemy odkupić od znajomej rodziny używane za połowę tej kwoty. Do tego dochodzą jeszcze paski kontrolne, za ponad 500 złotych. A my jesteśmy teraz zupełnie "spłukani"...
Agnieszka Deoniziak



