Sobota, 15 czerwca 2019

Podziel się:

Pomóżmy uratować życie Ksaweremu!

2019-06-03 18:00:59 (ost. akt: 2019-06-05 11:53:31)
Ksawerego może uratować lek za 68 tys.

Ksawerego może uratować lek za 68 tys.

Autor zdjęcia: Fot. Krzysztof Kucharczak

Ksawery od roku ogląda świat zza szpitalnej szyby. Chory na białaczkę 2-latek potrzebuje ponad 68 tys. na lek. To jedyna szansa...

Polub nas na Facebooku:
Wpłać darowiznę na leczenie Ksawerego:
http://m.wm.pl/2015/06/orig/wplacbutton-251555.jpg

Kiedy Ksawery z Iłowa, miejscowości między Działdowem a Mławą, miał 9 miesięcy, nagle napuchły mu powieki i ucho. Lekarz zlecił wykonanie morfologii w trybie natychmiastowym. Wynik był przerażający. We krwi maluszka znajdowało się ponad 500 tysięcy leukocytów. Chłopiec został przewieziony karetką do szpitala w Olsztynie.

— Kiedy usłyszałam, że synek ma białaczkę, byłam w szoku — w głosie Anny Krajewskiej słychać emocje. — Nigdy nie zapomnę tego przerażenia, które mnie ogarnęło.

Za chłopcem długie miesiące spędzone w szpitalu. Był czas, kiedy dostawał chemię. Kilkakrotnie wypadły mu wszystkie włosy. Jego mama, która miała od razu po macierzyńskim wrócić do pracy, całe dnie i noce spędzała przy szpitalnym łóżku. Na pierwsze urodziny Ksawerego udało się dostać przepustkę. Drugie urodziny spędził już w szpitalu. Włosy odrosły, bo teraz Ksawery chemii już nie przyjmuje. Bierze leki nieinwazyjne, po których dobrze się czuje. — Jakby tak na niego spojrzeć, to nie widać, że jest taki chory — mówi mama małego pacjenta.

Pierwszy przeszczep szpiku Ksawery miał w połowie grudnia ubiegłego roku. Ale niestety już w marcu tego roku doszło do wznowy choroby. Choroba zajęła 48 proc. szpiku. Białaczka zeszła też niżej i zajęła jądra. Trzeba je było usunąć.

Chłopca wkrótce czeka kolejny przeszczep szpiku. Szansę na nowe życie dostanie w Bydgoszczy. Ma już dawcę. To niespokrewniona osoba z Niemiec. Jego komórki zostały zamrożone przy poprzednim przeszczepie. Ale żeby nowy szpik działał bez zarzutu, żeby nie doszło do wznowy potrzebne są leki. Ich łączna kwota wynosi prawie 68 tysięcy złotych. Jedna dawka: ponad 10 tys. Chłopiec musi przyjąć sześć takich dawek. A czasu jest coraz mniej. Zostały tylko dwa tygodnie. To horrendalna kwota.


Fot. Krzysztof Kucharczak
Anna Krajewska, mama Ksawerego, wierzy, że uda się zebrać tak olbrzymią kwotę


Państwo Krajewscy wiedzą, że bez pomocy innych sobie nie poradzą. Iłowo Wieś, to wioska w okolicach Mławy. To tam spokojne jak dotąd życie wiedli rodzice Ksawerego. Oboje pracowali. Ksawery przyszedł po 6 latach ich małżeństwa. Piękny, zdrowy. Ich rodzice nigdy nie przypuszczali, że spotka ich taka tragedia. Finansowa sytuacja rodziny też nie jest ciekawa. Jedynym żywicielem rodziny jest tata chłopca. Pani Annie pracodawca nie przedłużył umowy, kiedy okazało się, że jej synek jej chory.

Na szczęście Krajewscy nie są w tym cierpieniu osamotnieni. W szpitalu dziecięcym czuwające nad chorymi dziećmi matki wzajemnie się wpierają. Dlaczego matki? Bo mężczyźni na ogół pracują. — Ktoś przecież musi zarabiać na dom — mówi pani Anna.

Bywa tak, że któreś dziecko zdrowieje i idzie do domu. Jego rodzice są wtedy pocieszeniem dla matek, które zostają przy swoich chorych dzieciach. Ale bywa też tak, że któreś z małych pacjentów umiera na oczach innych. Wtedy trudno wykrzesać z siebie odrobinę nadziei. Mimo tego pani Anna jej nie traci.

— Tyle przeszliśmy, że już się nie poddamy. Dotrwamy do końca — zdecydowanie podkreśla mama Ksawerego.

Najbardziej dłuży się sobota. W ciągu tygodnia to jakoś zleci. A to obchód, a to ktoś zajrzy. Ksawery, który dostaje dożylnie lek, często o tym zapomina. Wybiega z pokoju i biegnie na korytarz. Za nim ciągnie się kroplówka. Powinien spędzać czas tak jak inne dzieci. Bawić się na placach zabaw i smakować beztroski... — On nie jest tego świadomy, że mieszka w szpitalu — uważa pani Anna. — On w szpitalu uczył się mówić i chodzić. To w szpitalu powychodziły mu wszystkie zęby. Nie zna innego życia.

Po pierwszym przeszczepie Ksawery musiał zażywać lek o wartości 1000 złotych. Pomogli bliscy, ale też zupełnie obcy ludzie. Bardzo zaangażowała się też lokalna społeczność. Mieszkańcy wioski organizowali charytatywne koncerty, mecze. Wszystko, żeby pomóc maluchowi w walce z chorobą. Teraz pomoc znów jest potrzebna. Bez niej życie chłopca jest zagrożone. Pani Anna boi się nawet pomyśleć, co będzie, jeśli jej ukochane i jedyne dziecko tego leku nie dostanie.

Losem Ksawerego przejęła się Fundacja „Przyszłość dla Dzieci". Iwona Żochowska-Jabłońska, dyrektor zarządzająca Fundacji zorganizowała już zbiórkę dla chłopca. Każdy może pomóc! Wystarczy przekazać swoją darowiznę na numer konta 21 1240 1590 1111 0010 2531 7517 z dopiskiem: DLA KSAWEREGO.


Aleksandra Tchórzewska
Polub nas na Facebooku: